Kopytkarnia – proste pomysły są najlepsze


Zdarza mi się czasami narzekać na nudę i brak kreatywności właścicieli kolejnych otwierających się wrocławskich restauracji. Narzekam, że zamiast sięgania po pomysły najprostsze – w prostocie siła, zabierają się za marne kopiowanie czegoś, o czym nie mają pojęcia lub wręcz przeciwnie, wędrują ze swoimi wizjami daleko ponad własne możliwości. Dlatego cholernie uśmiechnęła mi się buzia na widok szyldu z napisem Kopytkarnia.

To właśnie ten najlepszy z przykładów wykorzystania prostoty, podniesienia pomysłu leżącego na wyciągnięcie ręki, zagrania na emocjach. Bo nie wiem jak dla Was, ale dla mnie kopytka to wspomnienie dzieciństwa, to wspólne rolowanie ich i krojenie z mamą, a czasami także z babcią. Kopytka to smażenie bułki tartej, to wyciskanie ziemniaków i profanowanie ich cukrem. Nie mogłem nie pójść do Kopytkarni założonej przez osoby związane z burgerownią #zjedzburgera. Właśnie z tym ostatnim tworem Kopytkarnia dzieli wnętrze miejscówki na placu Bema, co może wydawać się pomysłem przynajmniej dziwnym, ale skoro ktoś tak wymyślił, nie nam oceniać czy ma to sens.

W menu znalazło się szesnaście pozycji z kopytkami, w tym oczywiście opcje na słodko, ale i ze schabowym, czy krewetkami. Sporo tego, a jedna z pozycji zawsze jest wersją specjalną, nazwaną kopytkami miesiąca. Na Bema zjawiłem się dwukrotnie, spróbowałem w sumie trzech różnych kopytkowych dań, dzięki czemu mniej więcej mogę powiedzieć jak to wygląda.

Pierwsza kwestia – do środka wchodzi się przez jedne drzwi, niezależnie od tego czy macie ochotę na burgera, czy kopytka. Zamówienia składa się przy barze, a następnie należy podejść do kontuaru po jego odbiór. Samoobsługa, luz, jestem za.

Za pierwszym razem decyduję się na Bolognese (25 zł), a więc kopytka w sosie bolognese, z parmezanem i oliwą bazyliową. Sprawa kluczowa – kopytka są wzorowe. Przysmażone, ale genialnie miękkie, rozpływają się pod naciskiem noża i mówią cicho – jedz mnie, nie przestawaj! Samo bolognese to takie luźne podejście do samego sosu, mocno pomidorowego, ze sporą ilością mięsa oraz podkręcającym smak parmezanem. Umówmy się – tak udane kopytka smakują nawet w średnim towarzystwie.

Drugiego dnia spotkało mnie jednak małe rozczarowanie, wynikające pewnie z debiutanckich błędów. Otóż kopytka z palonym masłem szałwiowym (16 zł) były na pewno inne, niż te jedzone wcześniej. Mniejsze, twardsze, suche wręcz. Masło i szałwia to klasyka, więc to nie mogło nie zagrać. Kopytka jednak nie dostawały do poziomu tych z poprzedniego dnia. Kopytka miesiąca – czarne, akurat podczas mojej wizyty się skończyły, więc poszedłem w wersję  z batatów z kurkami (30 zł) w sosie śmietanowym. Sos minimalnie zbyt ciężki, ale co kurki, to kurki, a do tego batatowe kluseczki dają dużo radochy. Ponownie są miękkie, kremowe niemalże, delikatne.

Jak ocenić Kopytkarnię po pierwszych dwóch odwiedzinach? Nie potrafię inaczej, jak tylko napisać – lubię to! Lubię, aczkolwiek nie zapominam o błędach, o szczegółach, które nie grają, ale i poważnych błędach – różnym poziomie kopytek w różne dni. Mam jednak wiele sympatii do tego miejsca i trzymam mocno kciuki za powodzenie. Dlaczego? Lubię, kiedy ktoś nie szuka na siłę sztucznych pomysłów, a bierze się za produkt znany, sprawdzony, prosty, a jednocześnie posiadający spory potencjał. Kopytkarnia, dbajcie o szczegóły, a będzie dobrze!

Kopytkarnia

pl. Bema 6 

FB

Total 24 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments