Gastro tydzień z WPK #5 – Psie Pole, tex-mex i niedzielny obiad


Chwilowy brak czasu spowodował, że przez tydzień nie było serii Gastro tydzień z WPK, ale już wracam, a w szkicu widnieje kolejny odcinek. Dzisiaj wycieczka od kuchnia arabskiej, poprzez tex-mex i smażony ser, aż po pizzę ze schabem i koperkiem. Z gastro newsów – niebawem otwiera się food court na Świebodzkim oraz nowa restauracja ekipy Oliwa i Ogień, a pod koniec lipca mocno wyczekiwane CULTO. Ruszamy!


Gastro tydzień z WPK #1

Gastro tydzień z WPK #2

Gastro tydzień z WPK #3

Gastro tydzień z WPK #4


Zabawę rozpoczynamy od Doliny Baryczy, którą szerzej opisałem Wam tutaj. W okresie strachu przed dalszymi, zagranicznymi wycieczkami, ten wspaniały Park Krajobrazowy położony ledwie kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia, stanowi świetny pomysł na spędzenie weekendu czy nawet całych wakacji. Zieleń, spokój, przyroda, woda, więcej nie trzeba. Sorry, trzeba. Trzeba jeść, a jeśli jeść, to na pewno ryby z okolicznych stawów, a także dziczyznę, choć ta druga wcale nie należy do przesadnie popularnych w tamtejszych restauracjach. Co zjeść w Dolinie Baryczy? Jeśli mówimy o Rybie, śmiało uderzajcie do Zajazdu u Bartka tuż pod Miliczem. W menu klasyka ryb z okolic Milicza plus kilka innych, a my zdecydowaliśmy się postawić na jesiotra oraz amura i trzeba przyznać, że jeśli jesteście fanami ryb, to na pewno będzie to trafny strzał. Kawałeczek dalej, dokładnie niecały kilometr, znajduje się słynna w Dolinie Hubertówka. Dokładniej jej nowa odsłona, i tutaj absolutnie należy z menu wybrać coś z dziczyzną. U nas padło na jelenia – carpaccio i pieczeń, a jedzenie skomentować mogę tylko w sposób – warte powtórzenia, uczciwe i smaczne. Pod wcześniejszym linkiem możecie poczytać też o bardzo przyjemnych noclegach w Dolinie Baryczy – w Ptasiej Osadzie, z dala od całego świata, wygodnych, blisko natury.

Jadaliście za dzieciaka smażony w domu Przysmak Świętokrzyski? Tak, tak, te chrupiące kratki, które w magiczny sposób pod wpływem temperatury przemieniają się w chrupki. Przyznam się Wam, że w dalszym ciągu raz na rok, kiedy coś mi strzeli do głowy, smażę je samodzielnie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przyuważyłem, że Przysmak używany jest w Rumbarze w formie dodatku do kanapek serwowanych na miejscu i w dostawie. Sam skusiłem się na drugą opcję, wybrałem dowóz obiadu do domu przez Glodny.pl. I teraz uwaga – Przysmak to jedno, ale jedną z kanapek, jakie zamówiłem była ta z panierowanym mac&cheese w bułce maślanej, co absolutnie mnie rozłożyło na łopatki. Pozytywnie chory, kaloryczny pomysł, a do tego, jeśli bierzemy pod uwagę odpowiednią miarę, naprawdę smaczna buła. No i możecie być pewni, że mocno się najecie.

Jako że codziennie trenuję na Armii Krajowej, co jakiś czas nie omieszkam odwiedzić niezniszczalnego Gigi Cafe. Podczas jednego z podejść zabrakło mojej ukochanej kanapki z mortadelą, ale wyszło na moje, bo udało się spróbować buły maślanej z salami. Efekt? Powalająco dobry. Te kanapeczki są idealnym rozwiązaniem na niespecjalnie kaloryczne śniadanie, a sama bułka z pastą truflową sprawia, że jeszcze nie poznałem osoby, która by się w niej nie zakochała. Żona wybrała jagodziankę, wydając jednoznaczny werdykt – pyszna. Ilość owoców w środku niemal rozrywa delikatne ciasto. Ciasto, które pachnie jak u babci i uważam, że nie może być lepszego komplementu w tym wypadku. Co do kanapki z mortadelą – tak tęskniłem, że już kolejnego dnia wpadłem nadrobić zaległości, i… było genialnie. Jestem psycho fanem tej kanapki i Gigi samego w sobie.

Innym punktem odwiedzanym przeze mnie po treningach jest El Gordito, ale to jedynie w przypadku popołudniowego wysiłku. Lubię tu przyjechać na szybkie taco oraz tostadę, będącą odkryciem ostatniego okresu. Ta lekka przystawka z szarpanym kurczakiem, podawana na chrupiącej tortilli, idealnie spełnia się w roli czekadełka na danie główne. Od jakiegoś czasu mam już także swój ulubiony zestaw trzech taco – al pastor, chili con carne i papas adobadas. Te ostatnie, w wersji wege z ziemniakami, przywracają mi wiarę w ludzi zabierających się za opcje bezmięsne w swoim menu. Jest tu pełnia smaku, jest odpowiednia tekstura, a przy okazji dość ostre. El Gordito jak zawsze – klasa!

Kolejna z opisywanych kulinarnych przygód ostatnich tygodni jest pizza, o której śmiało mógłbym powiedzieć, że jest popieprzona w samym zamyśle. Otóż Mania Smaku wprowadziła do oferty pizzę sezonową, a jest nią… Kopernik ze schabem w panierce, ziemniakami, fasolką oraz koperkiem. A, na dokładkę, w osobnym pudełeczku otrzymujecie mizerię. To jest chore, ale jakie dobre. Każdy gryz przynosi myśl – właśnie jem niedzielny obiad w domu. Klasyka, dużo koperku, ja kupuję taką ideę, choć nieco więcej soli w całości pewnie by nie zaszkodziło. Trzeba mieć sporo odwagi, aby wypuścić na rynek taki produkt, ale w połączeniu ze świetnym ciastem otrzymujemy mega zaskakującą i nieoczywistą rzecz.

Moją twarz rozświetlił uśmiech, kiedy znajomy podesłał mi info o otwierającej się na Dubois restauracji arabskiej. Akurat ten kulinarny kierunek należy do najbardziej odpuszczonych w stolicy Dolnego Śląska, więc robiłem sobie spore nadzieje. Niestety, ten niespecjalnie szczęśliwy lokal chyba w dalszym ciągu nie będzie kojarzył się z restauracją na odpowiednim poziomie.

Otóż po wejściu do restauracji KANZ naszym oczom ukazuje się niewielki bar, za którym piecze się na ruszcie mięso. Kurczak dokładniej. Do wyboru mamy więc kilka różnych kompozycji, z których wybieramy mały zestaw gyros (14 zł), danie firmowe (18 zł) oraz tortillę z keftą (20 zł). Ta ostatnia kompletnie bez wyrazu, natomiast mięso z kurczaka uchodzić może za najsilniejszy punkt lokalu. Świetnie doprawione, ale problem stanowią dodatki. Ogórki konserwowe ze słoika? No ja Was proszę. Ciekawy jest hummus – chropowaty, przyciężkawy w pierwszej chwili, a przy tym mocno kwaskowy. Falafele niestety suche, z ledwo przebijającymi się gdzieś z tyłu ziołami. Szkoda, choć może to po prostu moje oczekiwania czegoś bardziej zaangażowanego nieco ustawiają ocenę końcową. Idźcie spróbować, zwłaszcza dań z kurą, ale nie nastawiajcie się zbyt mocno.

Na koniec przenosimy się na bliskie mi Psie Pole, gdzie otwarcie każdej nowej gastronomii urasta do miana sporego wydarzenia. Najnowszą restauracją jest powstała na ryneczku przy ulicy Krzywoustego Kompozycja. Nazwa zapowiada nieco sztywną atmosferę i śmiało mogę powiedzieć, że takie właśnie wrażenie odniosłem po pierwszej wizycie. Prawda jest taka, że to raczej bar z daniami, które moglibyśmy nazwać mianem domowych – są pierogi, makarony, schabowy, polędwiczka, klasyczne zupy. Rzecz podstawowa – jest przyzwoicie, jeśli podejdziemy do tematu, że to bar. Przywoływanie hasła restauracja to chyba jednak pewne nadużycie. Bardzo udane są pierogi z mięsem, zaskakująco konkretny, godny pochwały smażony ser, z kolei zupa pomidorowa kieruje się trochę w stronę barów mlecznych. I pytanie podstawowe – dlaczego do wszystkiego dodawana jest rukola? Moja rada – jest szansa na powodzenie, ale Kompozycja nie może pozycjonować się w roli eleganckiej restauracji, bo mieszkańcy Psiego Pola tego nie kupią. Jeśli potrzebujecie zjeść coś na szybko w tej okolicy, zalecam spróbować.

Pozostajemy po tej stronie miasta, ale wsiadamy w auto i przemieszczamy się kawałek dalej, dokładnie do Długołęki, gdzie od jakiegoś czasu funkcjonuje pizzeria Da Mauro. Bardzo poprawna, prawdopodobnie najlepsza w tej okolicy, aczkolwiek w kompletnie niespodziewanym miejscu – przy drodze na Oleśnicę. Więcej o Da Mauro poczytacie tutaj.


Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 9 Votes
5

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?