2.2 C
Wrocław
czwartek, 1 grudnia, 2022

Browar Złoty Pies – jak robić dobre piwo w restauracji

Choć dla wielu może okazać się to niespodzianką, to na wrocławskim Rynku tylko jeden z trzech browarów warzy piwo u siebie, na miejscu. Najstarszy stażem wrocławski browar restauracyjny, czyli Spiż już od jakiegoś czasu wozi piwo z Katowic, podobnie jak Bierhalle, którego fenomenu nie zrozumiem chyba nigdy. Na polu bitwy pozostał tu jedynie Browar Złoty Pies, zlokalizowany tuż przy wejściu na Rynek od strony Wita Stwosza. Dawniej, w moich studenckich czasach mieściła się tu restauracja Pod Złotym Psem, z charakterystycznymi danami podawanymi na żeliwnych patelniach. Obecny Złoty Pies nie ma nic wspólnego z poprzednikami zajmującymi trzypiętrową kamienicę, poza nazwą oczywiście. Z moją wizytą w browarze wynikła śmieszna sytuacja, bo któregoś weekendowego ranka, zwabieni facebookową reklamą, wpadliśmy na śniadanie. Śniadanie dość specyficzne, bo podawane za całą jedną złotówkę, z zastrzeżeniem, że aby uzyskać rabat, należy zakupić kawę, herbatę, tudzież piwo, co oczywiste. Po mojej wrzutce na fanpage’u zrobiła się niemała zawierucha, po czym otrzymałem maila od managera lokalu, moje imiennika Piotra, z zaproszeniem na zwiedzanie browaru. Zaznaczyłem od razu, że nie przyjmuję zaproszeń od restauracji, więc podziękowałem, ale na to przyszedł kolejny mail, informujący, że zaproszenie nie obejmuje jedzenia, ba, nie obejmuj nawet picia, bo zazwyczaj przemieszczam się autem. Po prostu ekipa ze Złotego Psa, widząc moje zainteresowanie piwami rzemieślniczymi, postanowiła mnie ugościć w swoich wcale nieskromnych progach. Dałem się namówić, bo lubię rozwijać własną wiedzę na tematy zarówno kulinarne, jak i około gastronomiczne, a od piwowara z tytułem doktorskim dowiedzieć się można wiele, uwierzcie. Ale o tym za chwilę.

Na pierwszy rzut idą wspomniane śniadania. Faktycznie w cenie 1 zł plus napój, co wydaje się być ofertą więcej niż korzystną, bardzo popularną choćby w warszawskim AIOLI. Najpierw muszę się Wam jednak do czegoś przyznać – do Złotego Psa trafiłem dopiero w drugim roku jego działalności, głównie ze względu na stereotypy, tudzież obawy. Pamiętając doświadczenia ze wspomnianym wcześniej Spiżem czy, tfu, Bierhalle, kolejny browar restauracyjny serwujący jedzenie obchodziłem szerokim łukiem. Początkowo faktycznie ceny w menu wydawały się być kosmiczne, a same potrawy jakoś niespecjalnie nastrajały do odwiedzin. Ostatnio mocno się zdziwiłem, kiedy do rąk wpadła mi nowa karta – z odchudzonymi cenami, elementami streetfoodu oraz oczywiście nieodłączną golonką. 

Śniadania dostępne są cztery. Klasyczne pozycje, bez specjalnych wariacji, ale cały czas należy pamiętać o cenach, bo w niektórych miejscach niezbyt wymyślne angielskie śniadanie potrafi kosztować ponad 20 zł. Tutejsze angielskie składa się z dwóch frankfurterek, jajka sadzonego, boczku oraz pieczywa. W sam raz na zaspokojenie pierwszego porannego głodu. Do tego oczywiście kawa i można ruszać do pracy lub na spacer. Plusem niewątpliwie jest pieczywo – połączenie tostowego ze słodką chałką, chrupiące i delikatne w środku. Jajecznica, wiadomo, sycąca, wzmocniona bardzo poprawnie przygotowanym na chrupko boczkiem oraz zestaw numer trzy – mój faworyt, czyli kanapka z rostbefem. To połączenie tego samego maślanego chleba, słodkiej konfitury z cebuli i  mięciutkiego, przygotowanego sous vide kawałka wołowiny, na którym wylądowało jeszcze sadzone jajko z przyjemnie płynnym żółtkiem. Przyznam, że w tej cenie chyba ciężko byłoby zjeść coś lepszego, a zaznaczę, że nasz rachunek opiewał na całe 30 zł.

Tyle o jedzeniu, pora przejść do konkretów, a więc piwa, będącego moim drugim konikiem. Co prawda moja wiedza jest jeszcze niewielka, choć staram się uczyć, słuchać, podpytywać, dowiadywać, żeby móc faktycznie pisać o piwie z pewną świadomością. A jeśli się uczyć, to od najlepszych – na przykład od Łukasza Szweda, prawdopodobnie jedynego doktora w gronie piwowarów w Polsce, który w międzyczasie prowadzi także zajęcia ze studentami Uniwersytetu Przyrodniczego na kierunku Technologia Piwowarstwa. Łukasz oprowadził mnie po browarze, opowiedział o specyfice browaru restauracyjnego, która różni się nieco od np. opisywanego przeze mnie Browaru Cztery Ściany.

Kilka słów o specyfice właśnie. Browary restauracyjne rządzą się swoimi prawami, nie do końca mogą pozwolić sobie na taką dowolność warzenia różnorodnych stylów piwnych, jak robiące ostatnio furorę browary rzemieślnicze. Podstawowymi piwami są tutaj lager i piwo pszeniczne, najchętniej zamawiane przez gości restauracji, a to właśnie restauracja stanowi priorytet i zdecydowana większość produkcji trafia na miejscowe krany. W standardowej ofercie znajdują się zazwyczaj cztery piwa, a więc wspomniany lager, pszeniczne, nowofalowe, coraz bardziej popularne IPA oraz marcowe, czyli trunek, który możecie kojarzyć, jeśli mieliście kiedyś okazję ucztować podczas niemieckiego Oktoberfest. 

Ciekawa historia wiąże się z całą instalacją zamontowaną w browarze. W standardowym układzie wszystko mieści się na jednym poziomie, w jednym budynku, jedynie w osobnych pomieszczeniach. W Złotym Psie warzelnia prezentuje klasyczne dla browarów restauracyjnych, miedziane obicie i znajduje się na pierwszym piętrze, tuż za barem, a obok stolików dla gości, którzy co jakiś czas mogą uczestniczyć w sesjach live brewing, czyli warzeniu na żywo przy pomocy klientów. W ten sposób każdy z Was może przyjść, dorzucić do kotła trochę słodu i poczuć się jak zawodowy piwowar. Dalsza część instalacji browaru mieści się, uwaga, jakieś 350 metrów dalej, w innym budynku, ulicę obok, a wszystko to ze względu na oszczędność miejsca i możliwość usytuowania większej ilości stolików dla gości restauracji. W taki oto sposób fermentownia i leżakownia znalazły swój przyczółek na Szewskiej, podczas gdy sam browar mieści się na Rynku, a piwo transportowane jest rurami. Ot, ciekawostka, niejedyna zresztą, bo piwo fermentuje w otwartych kadziach, co w tego typu browarach zdarza się niezwykle rzadko. Przyznam, że widok fermentującego piwa nie należy do najładniejszych, ale już unoszący się obok fermentorów aromat robi wrażenie.

Wszystko to sprawia, że piwowar musi posiadać odpowiednią krzepę, aby kilka razy dziennie pokonać drogę pomiędzy restauracją a instalacją browaru, co pokazuje pewien rzemieślniczy aspekt całego przedsięwzięcia, co niezwykle mi się podoba. Jak wspomniałem Wam wcześniej, moje wspomnienia z browarami restauracyjnymi nie należą do najlepszych, a serwowane w nich piwo zazwyczaj mocno odstaje od pewnych standardów, do których przywykłem w ostatnim czasie. Złoty Pies w tej kwestii pozytywnie zaskakuje, a sam Łukasz Szwed podkreśla, że dostał od właścicieli pełną swobodę w eksperymentowaniu z nowymi rodzajami piwa, oczywiście przy zachowaniu pewnego balansu pomiędzy nowofalowymi piwami i klasyką w postaci lagera i pszenicy. Pszeniczny Golden Weizen to piwo dopracowane, a także uznane w świecie piwnym, bo nagrodzone m.in. złotym medalem na World Beer Awards 2016 oraz srebrnym na Poznańskich Targach Piwnych 2016. Bardzo orzeźwiające piwo, faktycznie zasługujące na wyróżnienie. Przyjemnie pije się także Pit Bull IPA, a więc chmielone nowozelandzkimi odmianami lekko cytrusowe w odbiorze piwo. Przyznaję się bez bicia – nie dowierzałem, że mogą to być tak udane napitki. 

 

Widać jednak, że za całym procesem warzenia stoi pasjonat, a nie wyrobnik. Ale czy człowiek, który piwo postawił ponad naukową karierę, mógłby nie być w porządku? Wiadomo. Przyjemnie się rozmawiało, a przy okazji miałem okazję skosztować piwa w sposób, który wywołuje we mnie za każdym razem mały dreszczyk podniecenia – prosto z tanku. Akurat trafiła mi się szansa wypróbowania nowego Harrier Extra Special Bitter, które na dniach pojawi się na kranach w restauracji. Przyjemne, z odpowiednią podbudową słodową, delikatnie goryczkowe, idealne do obiadu, tak stwierdziliśmy jednogłośnie.

Bardziej jednak od poznawania nowych piw cenię sobie spotkania z piwowarami lub właścicielami tych niewielkich browarów, bo są to zazwyczaj ludzie z niesamowitą pasją, a przy tym pomysłowością popartą wielką wiedzą. Właściwie każdy kontakt z osobami z tej branży sprawia, że dowiaduję się czegoś nowego, odkrywam pewne tajniki, o których wcześniej nawet nie myślałem. Mam nadzieję, że tematyka piwna na blogu Was nie znudzi, bo wybaczcie, ja wkręcam się coraz bardziej i na blogu jeszcze nie raz zagości piwowarstwo rzemieślnicze. Jeszcze kilka miesięcy temu nie sądziłem, że to napiszę, ale tak – do Browaru Złoty Pies wpadnę chętnie na piwo, a przy okazji przetestuję m.in. jedną z kanapek z szarpanym mięsem. 

Browar Złoty Pies

Rynek 41

FB

Total 19 Votes
3

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

3 KOMENTARZE

  1. Niestety piwa w porównaniu do rzemieślniczej konkurencji są b. słabe.
    Wartościowa jest jedynie Pit Bull IPA.
    Buldog nie ma w sobie żadnej treści, jest po prostu 'lurowaty’.
    Inne nos mają nawet niezły ale w smaku pustka.
    To co można dostać na wrocławskim rynku miażdży złotego psa.
    Profesja, Browar stu mostów, czy nawet ogólnie dostępna PINTA po prostu niosą w sobie jakąś treść…. tu jej brak.

    Zdecydowana anty-rekomendacja.

  2. Również zgadzam się z przedmówcą ” Tommy” piwo jak dla mnie jest mało wyraziste w smaku. Jakiś miesiąc temu byłem tam ze znajomymi i próbowaliśmy deskę degustacyjną, porównując browar Złotego Psa z przykładowym Browarem 100 mostów czuć niebagatelną różnicę w smaku piwa, jej wyrazistości i temperatury podania. Piwo w Złotym Psie jest jak dla mnie przeciętne, na pewno na plus jest atmosfera oraz wystrój jaka panuje w samej restauracji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły