6.2 C
Wrocław
środa, 21 lutego, 2024

Don Corleone Restaurant – Sycylia się ceni

Kiedy na początku lat 90. Wrocław, podobnie jak i całą Polskę, zalała fala tak zwanych międzynarodowych, a w dużej przewadze włoskich restauracji, Polacy zachłysnęli się nimi, sądząc, że to kompletnie nowa jakość, wyższy poziom, coś nieosiągalnego dla zwykłego Kowalskiego. Po latach na spokojnie możemy stwierdzić, że ten rozpaćkany makaron ze śmietaną i krewetką mini, polany olejem robiącym za oliwę i posypany oregano, był złem. Dającym fatalne podwaliny złem, które jak się okazuje w dalszym ciągu trawi polską gastronomię, bo przynajmniej we Wrocławiu ciągle powstają niby włoskie knajpki, trattorie i tym podobne historie. W centrum, na osiedlach i obrzeżach. Wszędzie makaron i pizza, a na kuchni – bez obrazy dla którejkolwiek z nacji – Rumun zamiast Włocha. Zresztą, większość tych Włochów pojęcie o kuchni ma blade jak brzuch typowego Janusza.

Dlatego też spore nadzieje pokładałem w otwartej w pierwszej połowie roku na Wita Stwosza restauracji Don Corleone. Restauracji włoskiej, ale bez pizzy w menu, a z sycylijskim zacięciem. Na wejściu czeka nas biała, optymistyczna przestrzeń z dość ciasno upchanymi stolikami, sporym barem i kuchnią, z której co i rusz spogląda Szef Kuchni. Zauważalny jest brak luzu u obsługi, co trochę niepotrzebnie stwarza pewien dystans pomiędzy gościem a pracownikiem.

Menu podzielono na przystawki i dwa rodzaje dań głównych. Ceny starterów wahają się pomiędzy 18 a 39 zł, większość dań głównych mieści się w przedziale od 40 do 65 zł, więc nie jest to miejsce przesadnie tanie.

Nie mogłem sobie odmówić arancinette con gamberi (25 zł), czyli popularnych arancini z krewetkami w sosie pomidorowym. Panierowane kulki smaży się w głębokim tłuszczu, dzięki czemu smacznie chrupią, delikatne wnętrze stanowi ciekawą przeciwwagę słodkawych pomidorów, a całość sprawia dużo frajdy. Jedynie przydałaby się jeszcze jedna szczypta soli. Podczas drugiej wizyty na moim stole najpierw pojawiła się bagietka z tradycyjną sycylijską, słodziutką, kremową niemalże caponatą, a dopiero później kompletne rozczarowanie – Insalata di mare (28 zł), a więc swego rodzaju przekrój owoców morza na zimno. Od ośmiornicy po mule, podane z warzywami korzeniowymi. Ośmiornica miała zostać bohaterką pozytywną, stała się tragiczną, bo jej gumowa struktura absolutnie nie przystaje do ambicji tego miejsca. Guma do żucia o smaku ośmiornicy i kalmarów szybko zeszła ze sceny, na której swoje role chciały odegrać jeszcze mikroskopijne krewety, ale ich również nie była w stanie uratować niezła oliwa i ocet. Szkoda.

Pomimo pierwszej wpadki, postanowiłem dać jeszcze jedną szansę uwielbianej przeze mnie ośmiornicy, dlatego zamówiłem Polipo marbido su crema di patate (42 z), czyli skracając – gotowaną ośmiornicę na kremie z ziemniaków. Dlaczego na mieniącym się pięknymi kolorami talerzu wylądował również gumowy kalmar oraz mięsiste krewetki, tego już nie wiem. Niestety, ośmiornica także w tym wypadku cierpiała na podobną chorobę co przystawka. Większa jej część stała się ciężkim do przeżucia kawałkiem ośmiornicy well done, jeśli można w tym wypadku zastosować znaną ze steków terminologię. Tylko pojedyncze kawałki nie sprawiały oporu, lekko ulegały naporowi sztućców i smakowały bardzo poprawnie. Ogólnie jednak zabrakło w tym wszystkim zapowiadanych cytrusów, a w sumie nijaki sam z siebie ziemniak oraz wodnisty krem tylko podbiły odczucie braku wyrazistości. Przyznam, że dopiero po wyjściu z restauracji zobaczyłem na FB Don Corleone wyglądające w oryginale zupełnie inaczej danie i do tej pory zachodzę w głowę, dlaczego postanowiono podać mi je w innej formie. Na koniec jeszcze makaron, spaghetti c’anciova (39 zł) – klasyk z sosem na bazie pomidorów, czosnku, anchovis i ostrej papryczki. Połączenie słodkiego i ostrego, do tego elementu morskiego oraz ziołowego odpowiada mi jak najbardziej, ale rodzi się we mnie jakieś niezrozumienie dla przesadnie wysokiej ceny makaronu. Jestem pewnie ostatnią osobą, która narzeka na ceny w restauracjach, dlatego tli się niezgoda dla takiej kwoty za prosty makaron bez specjalnie drogich składników. Bo tak z innej strony – ośmiornica z krewetkami i kalmarami za 42 zł i makaron z sosem pomidorowym za 39 zł. Wyczuwam brak konsekwencji.

Wielbię prostą – nie prostacką – nieskomplikowaną kuchnię sycylijską, ale pragnę, aby została przygotowana bez wpadek. W żadnym wypadku nie oczekuję urywania i wzlotów, a po prostu rzemieślniczą dokładność, której w Don Corleone niestety brakuje. Dwukrotne podanie gumowej ośmiornicy raczej nie bierze się z przypadku, a o cenach napisałem wyżej. Stawiam spory znak zapytania przy tym miejscu, bo sama idea promowania kuchni tego regionu Włoch jest godna pochwały. Ciężko jednak jednoznacznie pochwalić samą kuchnię.

Don Corleone Restaurant

Wita Stwosza 3

FB

Total 21 Votes
10

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

2 KOMENTARZE

  1. Ja byłam wczoraj i bardzo mi smakowało. Zaskoczyły mnie bezglutenowe i bezmięsne propozycje dań (jestem wegetarianką). Jadłam risotto z borowikami, a na przystawkę roladki z bakłażana. Kuchnia typowo sycylijska – bardzo aromatyczna. Porcje są spore, na uwagę zasługują wina i komentowane degustacje organizowane przez sommeliera. Na pewno wrócę !

  2. Ogólnie ceny dań w restauracjach są bardzo wysokie, a proporcja cen napojów do dań i przystawek pozostawia wiele do zyczenia!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły