18.1 C
Wrocław
piątek, 12 kwietnia, 2024

Iggy Pizza – śniadaniowy optymizm

Dotychczas Iggy Pizza kojarzone było – i słusznie – jedynie z wypiekaną zgodnie ze sztuką pizzą neapolitańską, z imponującymi rantami oraz dobrymi składnikami. Swoje dla promocji Iggy robił również lokal – trochę cukierkowy, neonowy, trafiający do młodych. Możliwe, że już niedługo wymieniając nazwę Iggy pomyślicie również o śniadaniach, które pod koniec roku trafiły do ich menu.

Lubię sobie ponarzekać na łamach bloga na wrocławskie śniadaniownie, które poza kilkoma wyjątkami mówiąc dosłownie, bawią się w kalkomanię, kopiując wszystko to, co już było, w dodatku bardzo często nieumiejętnie. Te kolejne suche omlety, bajgle z rukolą i nieudolnie przygotowane croque madame potrafią mocno zdenerwować głodnego człowieka. Na szczęście ktoś w Iggy Pizza wykonał trochę pracy, zrobił research i umiejętnie dobrał pomysł na śniadania do całego konceptu. Jak wyszło? Nader pozytywnie.

W momencie pisania tego tekstu śniadania w Iggy dostępne są jedynie weekendowo, ale mam dziwne przeczucie, że dość szybko trafią również do codziennego rozkładu dnia pizzerii z Kuźniczej. Aby przetestować tutejsze poranne posiłki, zebraliśmy chłopaków z rana, wsiedliśmy w auto, po czym zrobiliśmy kilka kółek wokół Rynku, aby przebić się przez wszystkie stojące na zakazach samochody jarmarcznych gości, aż w końcu dotarliśmy na miejsce. Lokal jest okazały, długi, nowoczesny i ze wspomnianymi, rzucającymi się w oczy jeszcze z ulicy neonami.

Zestawienie śniadaniowych propozycji, jak na weekendową akcję, imponuje rozmachem. Dostępnych pozycji jest sporo, a gdyby spróbować je w jakikolwiek zaklasyfikować, to chyba pokusiłbym się o opisanie ich, jako podejście do tematu włosko-amerykańskiego foodpornu. Może trochę skomplikowanie, ale właśnie takie było moje wyobrażenie, widząc menu.

Na początek coś dla młodych – omlet z dżemem (12,90 zł). Klasyka, zawinięty na trzy, oprószony cukrem pudrem. Kazek i Gutek dość jednoznacznie ocenili jakość, prosząc o dokładkę i domówienie kolejnej porcji. Osobiście rozpoczynam delikatniej, z włoskim sznytem, od burraty (27,90 zł). Ta cudowna kuleczka, skrywająca w sobie pyszną, kremową zawartość już od jakiegoś czasu należy do moich faworytów. Z czterech dostępnych wersji wybieram pierwszą, z pomidorkami, bazylią i czosnkiem. Tego ostatniego jest jakby trochę za dużo, co objawia się przesadnym aromatem, rozchodzącym się dookoła. Ogólnie jednak burrata przyjemnie wprowadza każdego z nas w błogi stan.

Jajko i awokado to niewątpliwy hit ostatnich lat w restauracjach na całym świecie. W wydaniu Iggy to dwa jajka sadzone ułożone na oliwie (24,90 zł). W skład zestawu wchodzi jeszcze posmarowana wyrazistym, dość słonym pesto bazyliowym grzanka, a także połówka awokado ze szczypiorkiem i gruboziarnistą solą. Połączenie awokado i pesto w sumie nieoczywiste, ale udane, choć gdyby udało się to wszystko skontrować jakimś kwasem, pewnie też nie byłoby źle. Mocno foodpornowo wypada Croque signore (21,90 zł), a więc tost z dużą ilością ciągnącej się mozzarelli i ostrej, poruszającej kubki smakowe kiełbasy nduja. Powiem tylko, że to mokry sen każdego człowieka na kacu, piękne połączenie glutenu, tłuszczu i ostrości. Jestem absolutnie na tak!

Mocne uderzenie smaku stanowi również kanapka z mortadelą (19,90 zł) na moim absolutnie ulubionym chlebie od Pawła Dudały z piekarni Plon. Ta popularna ostatnimi czasy wędlina trafiła na konkretną kromę chleba w towarzystwie rukoli, majonezu pistacjowego, oliwy truflowej i karczochów. Dużo się tu dzieje, smaki przenikają się, choć aromat trufli oraz moc majonezu dają znać o sobie przede wszystkim. Kwintesencją tematu pod tytułem: śniadania w wykonaniu Iggy jest pozycja o wdzięcznej nazwie Italian english (26,90 zł). Są dwa jajka sadzone, jest charakterne pecorino romano, jest w końcu konkretny, gęsty, mocno pomidorowy sos bolognese, a do tego chrupiący, chrupiący bekon, pełen umami grillowany pomidor oraz główny bohater – frytki z sosem truflowym. Kto mówił, że nie można jeść frytek na śniadanie? Widząc po stolikach dookoła, to właśnie ta propozycja cieszy się największym powodzeniem i w sumie nie dziwię się, bo to typowo foodpornowe podejście do tematu, a przy tym z zachowaniem konkretnego smaku i tekstur. Na koniec jeszcze tost z brioszki z owocami i konfiturą (17,90 zł). Prostota, świeżość, słodkość, nie trzeba tu wiele dodawać.

Jak na tle wrocławskiej śniadaniowej czołówki wypada Iggy Pizza? Wygląda to i smakuje naprawdę nieźle, stanowi niezłą alternatywę dla tych ledwie kilku lokali z przyzwoitymi śniadaniami w okolicach wrocławskiego Rynku. Oby każda z restauracji zabierających się za poranne posiłki we Wrocławiu robiła to na poziomie Iggy, a będzie dobrze. Ja stawiam plusik i czekam na rozwój wypadków, w którą stronę pójdą śniadania z Iggy. Planujcie weekend i smacznego.

Iggy Pizza

Kuźnicza 10

FB

Total 9 Votes
1

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

1 KOMENTARZ

  1. So now the trend price for a decent breakfast / brunch in Wroclaw exceeds 40zl, getting close to 50zl per person, if you add a drink (fruit juice / cappuccino) to the main dish.

    Although good to the tastebuds and pleasant to the eyes, such things as burrata, mortadella, rucola and fried eggs are just basic simple food, not such fancy one as these venues advertise them. With the same amount of money, you can buy 10 portions of them in any Italian supermarket, or eat the same prepared dish in a bar in front of the Pantheon of Rome, or on the seaside of Amalfi (a little better than on the pavement of a side street of Wroclaw).

    The problem with food distribution in Wroclaw (as well as in the rest of Poland) is that specialty food is only readily available in a few bars and restaurants. The large ditribution is instead dominated by discount shops that only provide such specialties in little quantity and sub-par quality. The premium chains don’t do much effort to improve their offer, and in those rare cases when they try (e.g. Alma Delikatesy) their effort is not followed by a return on revenues.

    The issue stems fundamentally from the fact that the Polish consumer is not informed about what these specialties actually are. It’s easy to go to a bar and to order a cappuccino and a sandwich with mortadella (paying 50zl for them), thiking that you’re going to have a kind of exclusive breakfast. But how many people, in Poland, do actually know that mortadella is nothing else than a fancy „baleron” (made with the scraps of pork), and that the same cappuccino costs 2zl to be made? (just an example, but the same is with any of the ingredients mentioned in the article)

    I don’t know what could be the solution to this problem: maybe one day a new competitor will enter the Polish food market and invest on the advertisement of such specialty food, so that even the average Janusz and Grazyna will want (and be able) to buy it at the corner shop. Or maybe these products will be offered by more and more venues, thus helping reduce their price to the end consumer. Until these changes happen, my honest opinion is that paying 40 or 50zl for a breakfast is a complete rip-off.

    P.S. move your ass and _walk_ to the city center. Unless you feel so proud to bring your car around just to look for a parking place.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły