fbpx
9.6 C
Wrocław
środa, 28 września, 2022

Otwarcie gastronomii – ile kalorii można pochłonąć jednego dnia?

15. maja 2021 to z pozoru kolejna niewiele znacząca data dla większej części społeczeństwa. Nie dla całej branży gastronomicznej w Polsce, ponieważ to właśnie tego dnia ogródki restauracyjne zostały ponownie otwarte, a sprzyjająca pogoda spowodowała, że choćby tysiące wrocławian wyległo na ulice stolicy Dolnego Śląska, aby świętować ten moment. Sam przyłączyłem się do tego swoistego święta gastronomii, które w moim przypadku trwa cały czas. Co jadłem, co polecam, dlaczego odwiedziłem te miejsca? Czytajcie!

Jeśli śledziliście moje kroki na Facebooku podczas pierwszych dni działalności restauracji, wiecie, że jadłem dużo. Nie oszczędzałem się, ale tak z góry założyłem – brak hamulców, świętowanie w możliwie największym wymiarze. W pewnym momencie faktycznie zabrakło już miejsca w żołądku, na szczęście miałem swoich pomocników.

W dzień poprzedzający otwarcie ogródków restauracyjnych czułem już podniecenie i spore emocje. Ostatecznie nie codziennie wraca się do wykonywania ulubionej czynności po siedmiu miesiącach przerwy. Dlatego budzik nastawiłem na wczesne godziny poranne, aby nie wydarzyło się nic złego. Po przebudzeniu ruszyłem do centrum, odwiedzić tego dnia swoje ulubione miejscówki, a jest ich kilka. Można powiedzieć, że jesteśmy już weteranami odmrażania gastronomii – w przeciągu roku zdarzyło się to dwa razy, więc podążyłem utartą ścieżką wsparcia dla swoich faworytów. Różnica polegała jedynie na tym, że ostatnio otwarto gastronomię w poniedziałek, więc siłą rzeczy ruch był mniejszy. Natomiast teraz trafiło na sobotę, co w wielu miejscach dość skutecznie przyczyniło się do tworzenia się kolejek. Ja skorzystałem ze swojej ulubionej opcji, aby kolejki ominąć, a więc wpadałem tuż po otwarciu każdego z miejsc.

Najpierw, już o 8.00 Petits Fours by Tobiasz Herman na Sienkiewicza. Tatar na śniadanie? Dlaczego nie, pomyślałem i przystąpiłem do ataku na kolorowy talerz, na którym spod całej gamy dodatków wyłaniała się ślicznie czerwona wołowina. Tatarek – klasa, z wyraźnie truflowym aromatem. Lubię to słońce na ogródku na Sienkiewicza, lubię ekipę, lubię dobrze zjeść, a w Petits tak się po prostu dzieje.

Po zjedzeniu szybki teleport na najbardziej zakorkowaną ulicę świata. Zwycięską znaczy się, gdzie mieści się sklep i bistro Przysmaki Domu Wiśniowieckich, a tam świetna kanapka ze szparagami i mortadelą na ciabaccie z PLONU. Świeżość, mortadela, sezonowość szparagów i pachnące pieczywo. Nic, nic więcej nie trzeba. Tylko większego żołądka, bo pomimo, że to dopiero druga stacja, zaczynało się lekko uciskać w pasie.

Zbliżała się jedenasta, a to godzina otwarcia ogródka Manii Smaku na Racławickiej. Jeśli Mania, to tylko moja ukochana Patata piccante z ziemniakami i ndują, a na dokładkę piwo – lane akurat w tamten weekend gratisowo do pizzy. Głupio byłoby nie skorzystać. Pizza wzór, klimat ogródka w cichej uliczce także kupuje mnie w całości. Lubię te wszystkie ogródki z pełnym nasłonecznieniem, a ten należy właśnie do nich. Pizza, piwko, słoneczko i trzeba lecieć dalej, bo w południe otwierało się kolejne miejsce, a chciałem być pierwszy, aby uniknąć ewentualnych kolejek.

Witamy w CULTO – tatarowym raju. Czwarta stacja, drugi tatar. Pięćdziesięcioprocentowa skuteczność ma się rozumieć. Ogródek na Kościuszki to jeszcze jeden z pięknym słońcem ładującym nasze akumulatory od samego rana. Pięknie świeciło, pięknie było widzieć kolejne osoby schodzące się na sobotniego tatara i frytki. Moje możliwości pochłaniania kończyły się bardzo szybko, a przecież wybijało ledwie południe. Marzyłem o odrobinie odpoczynku, ale marzyłem też o tym grubo krojonym tatarze z truflami. Jeden z najlepszych we Wrocławiu, bezdyskusyjnie. Przyjemność z jedzenia – level master.

Żeby nie było, że odpoczywałem zbyt długo, to przerwa trwała jakieś 1,5 h, kiedy to z całą rodzinką przetransportowaliśmy się na Rynek. Dokładnie w momencie, gdy na ten sam pomysł wpadła pewnie połowa wrocławian. Tłum był wielki, ogródki zapchane, a my wylądowaliśmy w miejscu dość oczywistym, jeśli chodzi o moje sympatie – do Beaty Śniechowskiej i jej restauracji Młoda Polska bistro&pianino. Tatar, tatarem, ale ten barszcz. TEN BARSZCZ. Jeśli jakimś przypadkiem jeszcze go nie jedliście, koniecznie nadrabiajcie zaległości, bo należy do grona kilku wybitnych dzieł wrocławskiej gastronomii. Niby banalny, a jakże pyszny, pełen serca, wspomnień i ciepła. Dzieci podjadły pierogi, żona cudne klopsiki z kimchi, ja doładowałem energię za pomocą piwa. Radość ogromna.

Koniec? Gdzieżby znowu. Na nieodległej od placu Solnego ulicy Włodkowica tłum przybierał z minuty na minutę, co widać było po uwielbianym przeze mnie AleBrowarze. Trzeba było odstać swoje po małe piwo, ale warto było, żeby wychylić je w towarzystwie niekończącego się gwaru rozmów wrocławian. Piękne uczucie, a że obok znajduje się Krasnolód, to i dzieci nie okazywały oznak zmęczenia jedzeniowymi eskapadami ojca.

Sobota zakończyła się dochodzeniem do siebie po przyjęciu tych kilkudziesięciu tysięcy kalorii. Nadchodziła jednak niedziela oraz kolejne dni. W końcu należało odwiedzić inne darzone przeze mnie sympatią miejscówki. Z jednym wyjątkiem – dość przypadkowo trafiliśmy w niedzielę do The Bridge Summer bar przy hotelu The Bridge na Ostrowie Tumskim. Piękna lokalizacja, cudne widoki oraz dość luźne, niewymagające jedzenie. Na pewno warto wpaść tam, aby obadać teren w okolicy Katedry. Niewiele miejsc we Wrocławiu posiada tak ogromne atuty w postaci sąsiedztwa tylu dóbr architektonicznych.

Kolejne kulinarne podróże to w kontakcie i świetny hummus ze szparagami, następnie Dinette na Odrzańskiej z rozkosznie przyjemną, comfort foodową kanapką z wędzoną makrelą, a także Hala bistro Monko z gigantyczną pajdą chleba z PLONU okraszoną jajecznicą i szparagami. Uffff, to by było na tyle relacji z pierwszych czterech dni po otwarciu ogródków gastronomicznych. Kolejny taki trip już od 28. maja, kiedy restauracje będą mogły wpuszczać swoich klientów również do środka. Będzie się działo!

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

 

Total 8 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły