NANAN – sztuka w słodkim wydaniu


Słodkości to moja słabość numer jeden, stąd między innymi konieczność rozpoczęcia diety. Zresztą, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto słodyczy nie kocha. Ja wielbię ogromnie, moja żona również, a jakoś tak dziwnie się składa, że moi najbliżsi znajomi także nie wyobrażają sobie życia bez słodyczy. Do niedawna, po wspólnym obiedzie w centrum, zawsze pojawiał się problem – gdzie zjeść deser. Witaminka na Rynku ma klimat, ale oczywistym jest, że licząc na odpowiednią jakość, tam lepiej nie wchodzić. Długo czekaliśmy, przez długi czas ślinka leciała nam na samo wspomnienie o warszawskim Odette czy gdańskim Umam. Mówiąc krótko – zazdrościliśmy mieszkańcom tych miast wspaniałych deserów. W końcu jednak nie mamy się czego wstydzić, bo na początku grudnia otworzyło się NANAN.

Za projektem NANAN, a więc cukierni w nowoczesnym ujęciu – bez wuzetek i serników, stoi Justyna Kawiak, znana wszystkim instagramowiczom jako Ongolala. Justyna to absolwentka La Cordon Bleu, zdobywająca doświadczenie m.in. w londyńskim Ritzu. Jak w kilku słowach opisać NANAN? Produkowane tu cukiernicze perełki mogą wywołać niemały zawrót głowy wśród osób z pokolenia naszych rodziców, dla których wykwintny deser kojarzy się bardziej z tortem oblanym czekoladą, aniżeli malutkimi ciasteczkami, uformowanymi i zdobionymi w taki sposób, że już sama próba przełamania widelczykiem starannie skomponowanej skorupki wywołuje niemałe obawy.

Lokal jest pięknie minimalistyczny, różowiutki jak ubranko długo wyczekiwanej córeczki. Centralny punkt stanowi witrynka z wystawionymi specjałami lokalu. Właściwie to przez moment można poczuć się bardziej jak u jubilera, niż w cukierni. Ceny tych małych dzieł sztuki cukierniczej specjalizacji wahają się pomiędzy 8 a 15 zł, w zależności od rozmiaru, składników i ilości wkładanej w ich przygotowanie, rzemieślniczej pracy. Smaki mini deserów zmieniają się codziennie, a jedynym stałym punktem oferty pozostaje eklerka, będąca numerem popisowym NANAN.

Zamawiamy większość dostępnych smaków, kierując się zarówno wyglądem, jak i wypisanymi przy każdym z ciasteczek smakami. Na sam początek słodkiej podróży wyruszamy na spotkanie z eklerką (8 zł). Puszystą, lekką, z cudnie waniliowym, ale nie zamulającym kremem i karmelizowanymi orzechami, stawiającymi kropkę nad i. Nie ma się czym chwalić, ale wyrywamy sobie ten niewielki talerzyk z rąk, a swoje prawa do niego rości także Kazik. Moim absolutnym hitem jest kawa-czekolada (13 zł) z godzącym oba smaki musem orzechowym. Swoje do powiedzenia ma w tym wypadku i czekolada, i kawa, a całość ciekawie się balansuje, tworząc niezwykłe, długie smakowe oczarowanie. Malina-czekolada zalotnie zaczepia delikatną kwaskowością, żeby na koniec uderzyć słodkością, ale taką nieprzesadną, pysznie kontrowaną właśnie przez malinę. Tą umiejętność łączenia smaków w pełnej okazałości uwidacznia także pomarańcza-czekolada. Znowu do głosu na samym początku dochodzi lekka kwasowość, ale ciastko jest słodsze, kremowe, z zaznaczającą swoją obecność pianką czekoladową.

Piękne są te ciasteczka, dopracowane, a zarazem smakowo bezpieczne, jeszcze bez szaleństwa. Świetne, ale mam przeczucie graniczące z pewnością, że to dopiero początek. Że odpowiadające za projekt NANAN dziewczyny zaczynają się rozkręcać i tak naprawdę dopiero niedługo nas zaskoczą, pomimo tego, że już rozpoczęły cukierniczą rewolucję we Wrocławiu, której nie zatrzyma nikt. I nie myślcie, że to jakieś hipsterskie ciasteczka ze sztucznie nabitą ceną. To rzemiosło. Rzemiosło najwyższej próby, w dodatku nie tylko dla miłośników słodkości. Wyroby NANAN zachwycą każdego – albo smakowo, albo wyglądem, a najlepiej jednym i drugim.

NANAN

Kotlarska 32

FB

Total 16 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments