Mo’jo sandwiches – przywraca nadzieję w food trucki


Pisząc tekst na temat ostatnich słabości food trucków, miałem pewną nadzieję, że jednak trochę przesadzam i wcale nie jest tak źle. Po czasie stwierdzam, że nie jest najlepiej, w dalszym ciągu zdarzają się denne gastrowozy, ale w trakcie Inwazji Foodtrucków w Browarze Mieszczańskim, a dokładnie pierwszego dnia tej imprezy, za sprawą Mo’jo Sandwiches moje spojrzenie nieco się zmieniło i pozwoliło na powrót wiary w gastrowozy.

Kanapki Mo’jo jadłem już w trakcie zeszłorocznych Gastro Nocek, ale mój ówczesny stan mocno upośledzał zmysły, więc wolałem nie opisywać wrażeń. Tym razem to właśnie w ich stronę powędrowałem niedługo po przybyciu do klimatycznych przestrzeni Browaru, aby w końcu móc przekazać Wam moje wrażenia na ich temat. Pomysł na food trucka na pierwszy rzut oka nieco trąci banałem. Phi, kolejne kanapki, stwierdzi ktoś, kto nie wczyta się w menu Mo’jo. Nie są to jednak zwykłe kanapki. Ich pochodzenie wyznaczają kierunki świata, i tak mamy – cubanę, żebro z Korei, kurczaka z Jamajki i krewetki tajskie.

Pomimo zbierającego się tłumu, przy stanowisku Mo’Jo Sandwiches nie ukonstytuował się komitet kolejkowy, co pozwoliło uniknąć zbędnego czekania. Śmieszne, że jakieś kilka minut wcześniej rozmawiając ze znajomym, powiedziałem, że nie rozumiem ludzi stojących w kolejce do wrocławskich food trucków. Nie minął kwadrans, kiedy to złożyliśmy zamówienie… we wrocławskim food trucku. Wytłumaczeniem może być fakt, że właściciele Mo’jo nie mogą znaleźć stałej miejscówki dla swojego auta. To z kolei nie powinno nikogo martwić, bo już niebawem na ulicy Św. Mikołaja powstanie ich stacjonarny punkt.

Z czterech pozycji w menu wybieramy dwie – cubanę oraz koreańskie żebro, obie w tej samej bułce, a ta nie jest zwyczajna. Na specjalne zamówienie Mo’jo wypieka je cukiernia GIGI, dzięki czemu pieczywo przypomina w wielkim stopniu oryginał, a informacja o smalcu w składzie tylko podkręca apetyt.

Moim absolutnym hitem jest Cubana, czyli klasyczna kanapka z pulled pork, serem oraz magicznym składnikiem, którym w tym wypadku jest skórka cytryny. Taki zabieg sprawia, że kanapka pomimo słusznych rozmiarów, sprawia wrażenie lekkiej i rzeźwiającej. Choć uczciwie należy przyznać, że kucharze robią wszystko, aby nie ułatwić roboty żołądkowi i dodatkowo smarują masłem wierzchnią część bułki, a do środka wrzucają mocno przypieczony bekon.

Nie ma żartów, jest mnóstwo smaku i o to chodzi. Jest przede wszystkim to, na co tak mocno narzekałem w odniesieniu do problemów food trucków – smak, umiejętności i jakość składników. W Mo’jo wszystko znajduje się na swoim miejscu, jest dopracowane i jak na warunki ulicznego jedzenia, estetyczne. Niby banalny pulled pork, a jednak w świetnym wydaniu. Koreańskie żebro idzie w stronę bardziej wyrazistego, ostrego smaku, ale przede wszystkim łączy umiejętnie rozpływające się w ustach mięso, kwaśno-ostre kimchi, które chyba mogłoby być nieco bardziej przefermentowane oraz chrupiący element w postaci kiełków. Mocno szanuję takie proste, ale przygotowane zgodnie ze sztuką pozycje. Brawo!

Trzy razy na tak dla Mo’jo sandwiches! Smak, kompozycja, produkt, wszystko się tu zgadza. Ich kanapki to kwintesencja streetfoodu w najlepszym wydaniu i przykład prawidłowego, zaangażowanego podejścia do tematu. Panowie, otwierajcie już ten lokal, bo chętnie zrobię powtórkę.

Mo’jo Sandwiches

FB

Total 19 Votes
5

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments