Mercado Tapas Bistro – hiszpański powiew spod nasypu


Wiadomość o planowanym otwarciu we Wrocławiu miejsca z hiszpańską duszą dotarła do mnie różnymi ścieżkami na dość wczesnym etapie planowania tego przedsięwzięcia, kiedy jeszcze nie była znana sama lokalizacja. Sama idea mi się spodobała, bo i hiszpańskich smaków w stolicy Dolnego Śląska można było ze świecą szukać. Ostatnim miejscem próbującym je naśladować była rynkowa Espanola, w której to karaluchy były zdecydowanie częstszymi gośćmi, niż ludzie z ulicy. Kiedy kwestia lokalizacji się wyjaśniła i rozpuszczono informację o nasypie przy ulicy Bogusławskiego, powiedziałem – tak, to jest to! Zdecydowanie ciężko byłoby gdzie indziej osiągnąć podobny rodzaj atmosfery. Przypatrywałem się również rosnącemu hajpowi, towarzyszącemu kolejnym informacjom na temat Mercado Tapas Bistro. Widziałem jednocześnie, że właścicielom nie będzie łatwo, bo oczekiwania są spore.

Oczekiwania rozbudzone zostały już samą nazwą tapas, znaną większości wrocławian z hiszpańskich wakacji, niosących za sobą jasny przekaz – tanio, sporo i zaskakująco jak na gusta przeciętnego Kowalskiego. Okazuje się jednak, że sam pomysł na to miejsce był inny, choć faktycznie nazewnictwo zawierające w sobie tapas może momentami nieco mylić. Zwłaszcza w zestawieniu z bistro, bo jednak tapas i bistro to dwa różne rodzaje kulinarnej działalności. Koniec końców, ja taką wizję zaakceptowałem, choć faktycznie na początku byłem przekonany, że pojawi się witrynka z niewielkimi tapasami i stoliki do zjedzenia na szybko.

Po kilku wizytach rozumiem koncept – nie ma tu miejsca na malutkie tapas, a siłą są porcje, które można ustawić niejako w połowie drogi pomiędzy przystawką a daniem głównym. Wiem, że rozmowa o porcjach, adekwatności cen do wielkości porcji, stanowić będzie zawsze rozgrzewający, gorący wręcz temat, ale ostatecznie na końcu liczy się smak i on odgrywa tu decydującą rolę.

Wnętrze należy do najładniejszych pod nasypem. Błękitne kafle mieszają się tu z drewnianymi elementami wyposażenia oraz zachowanymi oryginalnie cegłami. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że na skalę nasypowych lokali, to perełka. Fajnie robi się zwłaszcza w godzinach wieczornych, kiedy do gry dochodzi miejski gwar, wytwarzany przez gości.

Podczas moich w sumie czterech wizyt w Mercado udało mi się prześledzić zmiany, jakie zachodziły w menu. Początkowo był podział na tapas i dania główne, później stopniowo zaczęto od tego stylu odchodzić, żeby ostatecznie w karcie pozostały bardziej tapasowe pozycje – od klasycznych patatas bravas, po autorskie pomysły Szefa Kuchni, pracującego wcześniej m.in. w Taszce i Topaczu, Nuno Matosa.

Za pierwszym razem spróbowałem croquetas de jamon, a więc znanych z każdego hiszpańskiego tapas baru, krokiecików. Typowa przekąska na szybko z przyjemnie lejącym się wnętrzem, choć w raczej rzadko spotykanej, okrągłej wersji. O ile wiem, obecnie krokieciki są już podłużne. Do tego dobrałem smażoną mątwę (21 zł) z solą cytrynową i intrygująco wyglądającym aioli z mątwy. W tym wypadku panierka nabrała przesadnie dużo tłuszczu, ale to przekąska, jaka bardzo mi odpowiada – z lekko chrupiącą panierką, mięciutkim wnętrzem i zaskakująco odświeżającym sosem.

Każdorazowo na stolik trafia też porcja chleba. Początkowo była to niespecjalnie udana przyznam bagietka, obecnie już bardzo dobry chleb z pięknym miękiszem. Do zjedzenia z samą oliwą lub wylizania resztek płynów z talerza po daniu, w sam raz. Nie mogło zabraknąć w tym zestawie jeszcze jednej klasyki – tortilla de patatas (13 zł), a więc ziemniaczanej tortilli – przysmażonej z zewnątrz i idealnie mokrej wewnątrz. Przyznam, że do hiszpańskiej tortilli mam wielką słabość i ta zdecydowanie należała do jednych z najlepszych, jakie jadłem.

Fantastyczne są klopsiki jagnięce (22 zł), które przetrwały wszystkie przemiany w karcie. To danie jest kwintesencją tego, czego szukam w takim miejscu – zamknięcia na niewielkim talerzu całej gamy świetnie skomponowanych smaków i tekstur. Są więc mięciutkie, aromatyczne klopsiki, są chrupiące chipsy z topinamburu, jest też w końcu obłędny, lekkie, odświeżający sos jogurtowo-ogórkowy, sprawiający, że nagle przenosisz się na moment do innego, lepszego świata. Pyszne! Jednym z dań doskonale zapamiętanych przeze mnie z hiszpańskich eskapad była pulpa a la gallega (29 zł), czyli ośmiornica po galicyjsku. Kocham tę prostotę, a przy tym odpowiedni smak. Mamy tu chrupiącego ziemniaka, rozpływającą się w ustach ośmiornicę oraz nadającą ostatecznego sznytu wędzoną paprykę. Raz jeszcze nie dość, że świetnie to wygląda, to jeszcze smakuje mi, jak w hiszpańskich knajpkach. Na koniec jedna z pozycji, których w karcie nie ma, a załapałem się dzięki poleceniu pani kelnerki. Ozór wołowy z sosem z czosnku niedźwiedziego i botwinką piklowaną w sherry. Wow, jakie dobre to było. Co prawda może nie typowo hiszpańskie jeśli chodzi o produkt, ale jedząc to pięknie wyglądające danie, pomyślałem, że jego charakter jest właśnie na półwyspie Iberyjskim. Długo gotowany, a potem usmażony w głębokim tłuszczu ozór wręcz rozpływał się w ustach, mając jednocześnie przyjemnie twardawą skorupkę. Do tego patatas bravas, słodka botwinka i ziołowy sos o głęboko zielonym zabarwieniu. Jestem na tak!

Jeśli liczyliście, że w Mercado Tapas Bistro znajdziecie odpowiednik głośnego, pełnego krzyków i obijającego się szkła tapas baru rodem z hiszpańskiej ulicy, to szybko zrozumiecie, że to nie to. Początkowo sam poddałem się takiemu myśleniu, ale po kolejnych wizytach zweryfikowałem swoje początkowe opinie i zrozumiałem, że to nigdy nie miał być odwzorowany tapas bar jeden do jednego. To raczej bistro z kameralnym, ale bardzo przyjemnym klimatem, bardzo porządnym, a momentami bardzo dobrym, rozwijającym się cały czas jedzeniem, gdzie napijecie się szklaneczki zimnego piwa lub starannie wyselekcjonowanego wina. Dobra rada – wchodząc do Mercado wyłącznie myślenie i wspomnienia tapas barów z Hiszpanii. To autorsko przygotowana koncepcja bistro z hiszpańskim sznytem, gdzie niektóre pozycje w menu bezpośrednio kojarzą się właśnie z taką formą, a inne idą w nieco odmiennym, ale równie udanym kierunku. Ja jestem fanem, bo smakowo to najzwyczajniej w świecie zagrało, a mam dziwne wrażenie, że to nie ostatnie słowo właścicieli i za jakiś czas przywitamy we Wrocławiu klasyczny tapas bar spod znaku Mercado, czego sobie i Wam bardzo życzę. Tymczasem pędźcie pod nasyp!

Mercado Tapas Bistro

Bogusławskiego 15 

FB

Total 14 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments