Golonka w pepitkę – pozytywna rewolucja na Zakrzowie


Kiedy podczas rozmów ze mną tematy schodzą na program Kuchenne Rewolucje pani Magdy Gessler, wiadomo że może być trochę szyderki. Przy całym szacunku do kulinarnej celebrytki i jej pewnych zasług w dziedzinie promocji rynku gastronomicznego, ostatnie edycje jej programu stały się czymś w rodzaju psychologicznego paradokumentu o wariatach chcących dorobić się na sprzedawaniu złego żarcia. Dlatego też widząc na swoim osiedlu szyld z napisem – tutaj otwiera się restauracja Golonka w pepitkę, uśmiechnąłem się w duszy.

Golonka w pepitkę to restauracja z Ostrowa Wielkopolskiego, która w 2017 roku przeszła Rewolucje i zyskała sobie sporą popularność w tym niewielkim miasteczku. Jak się okazuje, jej właściciel to rodowity wrocławianin i zamarzyło mu się otwarcie restauracji w swoim mieście. Czy wybór akurat Zakrzowa jest właściwym kierunkiem? Tutaj moglibyśmy pewnie dyskutować. Sam lokal, a właściwie to wolno stojący, niski budynek wcześniej pełnił rolę lokalnej mordowni z niespecjalnie wyszukanym jedzeniem. Reputacja więc nie mogła stanowić przesadnego atutu. Samo menu w pierwszym odczuciu również wydało mi się lekko rodem z poprzedniej ery gastronomicznej, a dokładniej mówiąc tak z przełomu wieków. W tym momencie ważne jest jednak dopowiedzenie na temat samej zakrzowskiej gastronomii – mało jakie przedsięwzięcie jest w stanie utrzymać się tutaj dłużej nawet w przypadku nieźle dopasowanego profilu kulinarnego. Może więc właśnie taka Golonka w pepitkę, a nie nowoczesne podejście do gastronomii ma szansę powodzenia? W końcu to smak ma się zgadzać.

Wnętrze prezentuje się trochę jak włoskie knajpki z poprzedniej dekady, a kratkowane obrusy na stołach nawiązują oczywiście do samej nazwy, bo pepitka to właśnie kratka, będąca jednym z najpopularniejszych modowych wzorów w historii. Jest nieco ciasno, ale przytulnie, a obsługa stara się, aby gości mogli poczuć się komfortowo.

Ucztowanie rozpoczynamy od tradycyjnego tatara. Tatar z polędwicy na chlebie (12 zł) to pozycja obowiązkowa, choć nieco przesadnie potraktowana cebulą oraz ogórkami. Samo mięso jednak delikatne, dokładnie przemielone, a hojna porcja masła na chlebie sprawia, że jeszcze chętniej zajada się kolejne kęsy. Masło to życie, wiadomo. Na stole pojawia się również rosół, obecny tu tylko w niedzielę. Nieco przeszkadza mi jego przesadna słodycz, ale to uczciwa robota, w sam raz na niedzielny obiad. Żurek wielkopolski na własnym zakwasie z białą kiełbasą i jajkiem, podany z purée chrzanowym (15 zł) jest gęsty, podany w kociołku nad ogniem, lekko kwaśny, a jego smak podbija mocne, delikatnie ostre puree. Z menu dziecięcego młodzi otrzymują naleśnika z musem truskawkowym, czekoladą i owocami, a więc ponadczasowy samograj, który każde dziecko przyciągnie do stołu.

Dania główne pozwalają mi na wyrobienie sobie konkretnego zdania o Golonce w pepitkę. Pierogi ruskie (18 zł) mają konkretny rozmiar – ponadprzeciętny, nieźle doprawiony farsz, ale i jedną podstawową wadę, a więc grube, przesadnie grube ciasto. Szkoda, bo widać, że to domowa, uczciwa robota. Jak wypada główny, tytułowy bohater restauracji z ulicy Wilanowskiej? I tutaj doprawdy ciężko byłoby się do czegokolwiek przyczepić. Pieczona golonka na bigosie z małym piwem w zestawie to koszt 39 zł, co biorąc pod uwagę fakt, że wszystko waży tu jakiś kilogram, to cena więcej, niż atrakcyjna. Atrakcyjna, tym bardziej, że sama golonka zwyczajnie smakuje. Mięso bezproblemowo odchodzi od kości, jest mięciutkie, kleiste i posiada spory atut w postaci aromatu pieczonego mięsa, zmieszanego z ziołowością, która tak dobrze współgra z kwaśnym, wyrazistym bigosem. Golonkę podano oczywiście z okrutnie wypalającym chrzanem oraz musztardą i wypiekanym na miejscu chlebem. Jest dobrze, ciężko temu zaprzeczyć. Mój wybór padł jeszcze na schabowego z ziemniakami i mizerią (29 zł) i tutaj raz jeszcze – brawo! Mięso stawia lekki opór, ale jednocześnie jest miękkie, panierka chrupie, a mizeria zapewnia tak potrzebne w tym wypadku odświeżenie. Dla wytłumaczenia jego rozmiaru mogę powiedzieć tylko jedno – prawie połowę oddałem komuś innemu, a i tak najadłem się na maksa

Jak wypada Golonka w pepitkę? Uczciwie przyznam, że trochę podśmiewałem się z tego miejsca, trochę w dalszym ciągu mam spory dystans do tego sznytu z poprzedniej gastro epoki, a jednocześnie czuję się pozytywnie rozczarowany jakością jedzenia. Owszem – prostego, swojskiego, tradycyjnego, ale wielu nie potrafi odnaleźć się nawet w takim rodzaju kuchni, a tu na Zakrzowie mamy do czynienia z kuchnią, której nie należy się wstydzić. Brawo, ja trzymam kciuki.

Golonka w pepitkę

Wilanowska 17 a 

FB

Total 16 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments