Jarek i Mati, otwierajcie gastro i kończcie tę farsę! Relacja z otwartej restauracji.


Czy gastronomii uda się wydźwignąć z jej prawdopodobnie największego kryzysu w nowoczesnej historii? Pewnie tak, ale jedno jest pewne – właściciele restauracji na pewno nie będą tego zawdzięczać władzom naszego kraju, pomimo, że Mati razem Jarem próbują to w ten sposób przedstawiać w reżimowej telewizji. Jedynym strumieniem, jaki płynie od rządu w stronę restauratorów, to strumień wozów policyjnych, wzmocnionych siłami sanepidowskich bojówkarzy. Niewątpliwie nie jest to szeroki strumień pieniędzy pomocowych z tarczy 20.77.

Już od przynajmniej kilku miesięcy wiemy, że jedynymi osobami, jakie mogą pomóc restauratorom, są oni sami. Dlatego też, pomimo nielegalnego w gruncie rzeczy zamknięcia restauracji najpierw od marca do maja, a następnie od października aż do momentu pisania tych słów, na podstawie rozporządzenia, a nie ustawy o Stanie wyjątkowym, wiele restauracji czy hoteli otworzyło się na przestrzeni kilku tygodni od połowy stycznia 2021. Otworzyło się, pomimo szkalowania ze strony premiera Matiego, pomimo pustych haseł rzucanych w ich stronę, mówiących o jakiejś bliżej nieokreślonej odpowiedzialności za innych, zapominając jednocześnie o licznych przypadkach łamania obostrzeń przez prominentnych polityków Bezprawia i Niesprawiedliwości. Otworzyło się pomimo lawiny pogardy i kłamstw wylewających się na branżę gastronomiczną od kilku miesięcy. Otworzyło się pomimo gróźb, wspomnianych patroli policyjnych nasyłanych na otwarte i działające w zgodzie z prawem lokale.

Jakie jest moje zdanie na temat otwierania się restauracji w obecnej sytuacji? Niewątpliwie mam wiele empatii dla wszystkich właścicieli, którym nagle świat zawalił się na głowę, a pomimo, że większa część gospodarki funkcjonuje normalnie, o nich jakby zapomniano. Podziwiam tych, którzy otwierają, bo wymaga to ogromnej wytrzymałości nerwowej, zgody na poniżanie ze strony służb państwowych, a także umiejętności znalezienia się w tym szaleństwie. Z drugiej strony szanuję próbujących walczyć na dotychczasowych zasadach, w zamknięciu, odcięciu od pomocy i bez szans na dobicie do standardowego dla siebie poziomu obrotów z normalnych czasów, ale jednak żyjących w obawie o kary, nieotrzymanie pomocy z PFR, czy kłopoty z policją. Przez długi czas, kiedy kolejne miejsca mniej lub bardziej wyraźniej informowały w swoich social mediowych kanałach o otwarciu ze względu na beznadziejną sytuację, stałem na straży tego, aby nie głosić wszem i wobec – przynajmniej na moim blogu – kto się otworzył. Zwyczajnie, w poszanowaniu spokoju tychże ludzi, wolałem nie wykorzystywać swoich zasięgów do promocji, mogącej wpłynąć na dość szybką reakcję odpowiednich służb. Miałem sporo racji, bo zgadzali się ze mną m.in. właściciele tych knajpek – niepotrzebujący przesadnego rozgłosu. Miałem sporo racji, ponieważ na publikację listy miejsc otwartych pokusiła się sławetna Gazeta Wrocławska, dzięki której jeszcze tego samego wieczora po publikacji pod każdy z wymienionych gastro punktów podjechał patrol policji, informując o łamaniu prawa. Genialnie to brzmi, kiedy ktoś mówi o łamaniu przez ciebie prawa, jednocześnie… łamiąc prawo.

Mój punkt widzenia w tej kwestii ewoluuje i choć na ten moment w dalszym ciągu nie jestem zwolennikiem nagłaśniania informacji o otwartych lokalach w zbyt wielu kanałach, to jednak światek internetowy działa prężnie, przez co każda osoba zainteresowana tematem dość szybko jest w stanie znaleźć się posiadaniu takiej informacji. I w sumie ciężko się komukolwiek dziwić, bo każdy z nas głęboko w sercu tęskni za całkowicie normalnym wyjściem do restauracji. W tle całego zamieszania jest koniec końców ten cholerny wirus, a lekceważenie go nie należy do najlepszych pomysłów. Wystarczające żniwo zebrał już na całym, aby nie traktować go poważnie. Czym innym jest naturalnie traktowanie nas przez polskie władze. Na pewno nie ma nic wspólnego z powagą i szacunkiem, co w dość prosty sposób przekłada się na (nie)stosowanie się do bezsensownych nakazów i zakazów. Bo chyba każdy racjonalnie myślący człowiek nie bierze na poważnie tłumaczeń polityków PiS o zamknięciu stoków i restauracji na podstawie słynnych, w dodatku nieumiejętnie czytanych badań z magazynu Nature. Od tego czasu pojawiło się kilka innych badań, z których wynika dokładnie co innego, więc po prostu wygląda to na bardzo swobodną interpretację pod swoje tezy. Sytuacja PiS  jest tym słabsza, że choćby gastronomią, którą jesteśmy tu najbardziej zainteresowani, otwiera się w Hiszpanii czy Włoszech, zabierając władzy argumenty o tym, że “gdzie indziej też jest zamknięte”. 

Całym sercem stoję więc za otwierającymi się, oby tylko cała sytuacja nie wymykała się spod kontroli, a lokale nagle nie stały się przepełnionymi puszkami pełnymi ludzi bez maseczek, bo wtedy to my – głoszący informacje o braku niebezpieczeństwa w gastronomii – stracimy argumenty zestawiające tę branżę do wypełnionych kościołów czy galerii handlowych. Z tym, jak wiemy, bywa różnie, więc wielka prośba do każdego otwierającego swój lokal – jeśli już to robisz, nie pozwól, aby przez ciebie cała branża narażona była na szykany ze strony piewców wiedzy tajemnej o ogromnej ilości zakażeń wywodzących się z restauracji.

I tak, mimo że początkowo nie planowałem odwiedzin żadnego z tych otwartych miejsc, ponieważ nie byłbym w stanie opisać Wam tej wizyty, w końcu się złamałem. Wygrała chęć powrotu do normalności, może także nutka niepewności, sprawdzenia jak to jest w tym podziemiu, z nutką strachu. A że akurat w środowe południe na niebie pojawiło się piękne wiosenne, choć zimowe słońce, na liczniku wybiło 12 stopni, przejeżdżając obok po prostu wstąpiłem.

Jak było? Cholera, wiecie jak? NORMALNIE. Wszedłem, zostałem odprowadzony do stolika, gdzie po kilku chwilach złożyłem zamówienie. Połowa stolików wyłączonych z działania, obsługa w maseczkach, dezynfekcja na wejściu. W międzyczasie pojawiać się zaczęli kolejni goście, a na mój stolik wpadły zamówione potrawy. Pyszne, na których może i przesadnie pozytywny odbiór wpływała pewnie wspomniana tęsknota za tak prozaiczną czynnością, jak wyjście do restauracji. Chociaż nie, tutaj obraziłbym osoby przygotowujące tę pizzę i genialne gnocchi z toną mozzarelli i parmezanu w sosie pomidorowym. To było zwyczajnie pyszne.

I pewnie nawet byście nie przeczytali o tym, zostawiłbym sobie to wspomnienie we własnej głowie, ale po krótkiej rozmowie z właścicielem, kiedy spytałem – chyba lepiej nic nie pisać, co? Usłyszałem coś na zasadzie – skoro otworzyliśmy, to nie po to, aby się tego bać, bo działamy zgodnie z prawem opisanym w Konstytucji. 

Ale to było pyszne! Ale najważniejsze jest co innego – czułem się tu zdecydowanie bardziej komfortowo, aniżeli podczas każdej z ostatnich wizyt w Lidlu, kiedy to ktoś stojący w kolejce za mną starał się wejść mi na głowę. Bardziej komfortowo od sytuacji, w której ktoś w tramwaju ocierał się co chwilę o mnie, pomimo moich uników. Czułem się o wiele bardziej komfortowo, aniżeli w momencie siedzenia w jednej ławce z dwudziestoma innymi osobami w kościele. Oh, wait. Zapomniałem, że nie chodzę do kościoła. Nic to, przykłady można mnożyć i każdy z Was wymieni ich pewnie kilkanaście. Ba, czułem wręcz pewien zawód, ponieważ zabrakło tego dreszczyku emocji, o którym pisali niektórzy, że za chwilę może przyjechać policja. 

Mati, Jarek, i całą chora na władzę i nienawiść bando – otwierajcie gastronomię i hotele, otwierajcie zamknięte branże, bo nikt już nie chce waszej niewidzialnej pomocy. Każdy chce normalności i możliwości działania. Nikt nie przeczy, że potrzebne będą pewne ilościowe obostrzenia, owszem, ale po prostu każdy ma już dość tej trwającej od października farsy i waszych kłamstw. Jak to było w listopadzie? Podobno mieliśmy wrócić do żółtej strefy, w której to restauracje otwarte są z ograniczeniami mówiącymi o ilości osób w lokalu na metr kwadratowy, gdy tylko średnia tygodniowa liczba zachorowań spadnie poniżej 9400 osób dziennie. Podpowiem Wam ile wynosi ta średnia z ostatnich siedmiu dni. To 5357 osób. Na 37-milionowy kraj.

Nie oczekujcie teraz posłuszeństwa i stosowania się do nieprawnego zakazu prowadzenia działalności, kiedy sami co i rusz rzucacie kompletne bzdury, a także te zapowiedzi o strefach, których nigdy nie zastosowaliście. Wy nie macie wstydu, kiedy kłamiecie o pomocy, choć jej nie dajecie. Wy nie macie odwagi powiedzieć, że zamknęliście niektóre branże, bo jak już pisałem nienawidzicie przedsiębiorców. Choć raz bądźcie facetami z jajami i podejmijcie jedyną słuszną decyzję w obecnym momencie – otwórzcie gospodarkę, bo katastrofa, do której już doprowadziliście, tylko nabierze na rozmiarze. I życzę Wam z całego serca, abyście z własnych majątków płacili kiedyś tym ludziom odszkodowania. Bo wierzę, że obudzimy się jeszcze kiedyś w normalnym kraju, w którym szaleńcy będą daleko od sejmowych ław.

P.S.

Dosłownie kilka dni przed pierwszym odmrożeniem restauracji, w maju, napisałem tekst – Panie Morawiecki, dlaczego Pan nie otwiera restauracji?, po czym po kilku dniach je otwarto. Mam nadzieję, że tym razem będziemy mieli powtórkę z rozrywki i idąc do restauracji nie będziemy mówić o restauracyjnym podziemiu, a o normalności.

P.S. 2

Dla jasności – sanpeid oraz policja już były wcześniej w opisywanym lokalu i nie były w stanie stwierdzić nieprawidłowości. 

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 108 Votes
18

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments