Rumbar: rum&seafood – smaczne nawrócenie


O tym jak trudno jest wrócić na właściwe tory, przekonało się już wiele restauracji nie tylko z Wrocławia. Zadaniem ciężkim, czasami wręcz niewykonalnym, staje się ponowne przekonanie gości do przyjścia po pierwotnej wpadce. Sam wiem po sobie, że z dość dużym dystansem podchodzę do restauracji, które w początkowej fazie działalności zawiodły mnie – jakością, podejściem czy po prostu brakiem wiedzy. Rumbar odwiedziłem niedługo po otwarciu w 2017 roku i choć nie mogę powiedzieć, że jedzenie było dramatyczne, to raczej zostało w tamtym czasie potraktowane po macoszemu, a główny kierunek, na którym się skupiono, stanowiły rumy oraz koktajle, co zresztą z perspektywy czasu wyszło na dobre, bo od niemal dwóch lat Rumbar stał się jedną z popularniejszych wieczornych desytnacji młodych wrocławian. Co by jednak nie mówić – kuchnia, mimo że istniała, w świadomości ludzi jadających w mieście zaginęła.

Od początku działalności Rumbaru, menu kierowało się w stronę owoców morza, choć momentami można było odnieść wrażenie, że do poszczególnych potraw podchodzono zbyt sztywno i poważnie. Nowa karta w umiejętny sposób łączy dwa światy – luźnego miejsca z dobrym alkoholem i streetfoodowego jedzenia. Pamiętając o wrocławskiej specyfice, właśnie to połączenie wydaje mi się najbardziej uzasadnione. Jak wyszło?

Rumbar nawiedziłem dwukrotnie – raz w godzinach popołudniowych, następnie już wieczorem, ze znajomymi, w celu dobrej zabawy i spożycia pewnej dawki wyskokowych trunków. Na początku pojawia się tatar. Wołowy z polędwicy (29 zł), z dodatkiem majonezu wasabi, selera naciowego i chili, wylądował na chrupiących bagietkach. Pasuje mi struktura grubo krojonego mięsa, a także odchodzące od banału dodatki. Taki tatar jest dla mnie wzorowym wstępem do alkoholowej imprezy. Intrygująco wygląda nazwa kiedy ona mówi, że nie jest głodna (29 zł). Kryją się pod nią trzy bagietki z konfiturą z pomidorów oraz bohaterami pierwszego planu – krewetkami argentyńskimi. Zaskakująca, a jednocześnie pociągająca jest w tym wypadku dobrze znana także z wielu rumów, nuta waniliowa.

Po przystawkach zalecam przyjrzeć się maślanym bułkom, które zamawiać można w dwóch wariantach – pojedynczo w wersji dużej lub dwie mniejsze w zestawie. Wypróbowaliśmy obu opcji, choć ta druga najbardziej pasowała nam w przypadku wieczornej imprezy, kiedy po prostu dzieliliśmy się wszystkim, co lądowało na stole. Moim hitem jest buła maślana z żebrem (29 zł), ale to chyba nie powinno nikogo dziwić. Połączenie marynowanej w sosie rybnym, cytrusach i oleju sezamowym marchewki oraz ogórka z szarpanym, soczystym żeberkiem, a także kolendrą, zwyczajnie rozkłada mnie na łopatki. To połączenie jest ponadczasowe i absolutnie uzależniające. Niezmiennie kocham również smażony ser, więc opcja bułki z tym specjałem (26 zł) mocno cieszy moje oko i podniebienie. Nie ma tu jednak mowy o klasycznej wersji z sosem tatarskim. Główne skrzypce gra lejący się, panierowany ser, podany w towarzystwie cytrusowego, lekko kwaśnego majonezu i czarnej fasoli z salsą pomidorową. Fanów owoców morza w pełni zadowoli buła maślana z krewetkami argentyńskimi (32 zł). Warto tu zaznaczyć absolutną genialność samej bułki – delikatnej, słodziutkiej, a także pięknie wyglądający, cudnie zielony groszek o aromacie kafiru i trawy cytrynowej. Orzeźwiające dodatki i mocny smak grillowanej krewety, klasa.

Fish&chips (29 zł) to oczywista klasyka takich miejsc, dlatego nie mogłem sobie odmówić zamówienia, choć żołądek podpowiadał, żeby się już zatrzymać. Chrupiąca, puszysta panierka, ogrom frytek i groszek znany już z bułki z krewetkami. Pewne zastrzeżenia można mieć co do formy podania, bo opakowanie na frytki bardziej przeszkadza, niż pomaga. Na koniec jeszcze seafood mix (42 zł), w którym bez wyjątku zakochali się wszyscy przy stole. Zwyczajowo podobne zestawy prezentują żenujący poziom gumowych owoców morza. W Rumbarze trafiamy na mięciutkiego kalmara, sprężyste przegrzebki, maślane krewety i lekko stawiające opór ośmiorniczki baby. Kwintesencją całej potrawy jest sos na bazie mleka kokosowego i pomidorów. Maczanie w nim bagietki może przyprawić o podwyższone ciśnienie spowodowane radością, więc uważajcie. Dobra rzecz.

Czy Rumbarowi uda się odpiąć łatkę miejsca tylko na wieczorną zabawę? Są ku temu wszelkie podstawy, menu prezentuje się interesująco, a przede wszystkim w końcu odpowiada profilowi miejsca. Streetfood w bardzo przyjemnym i przede wszystkim smacznym wydaniu, jakościowe produkty, a także przyjazna atmosfera w lokalu znajdującym się w klimatycznym Pasażu Pokoyhoff. Tego nie da się kupić, to trzeba wypracować i ktoś tu dobrze przepracował ostatni okres. Nie można zapomnieć również o kierowanym przez Michała Przywarę barze. Przyznam, że nie piłem wcześniej zbyt wielu dobrych rumów, ale niektóre z nich zwyczajnie w świecie sprawiają radość. Jeśli miałbym podpowiedzieć jedną pozycję, to koniecznie spróbujcie rumu Bumbu. Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu, bo właśnie po dopracowaniu kuchni wygląda mi to na dograny w 100% koncept.

Rumbar: rum&seafood

św. Antoniego 2/4

FB

Total 17 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments