Dziękuję, pieprzona pandemio! #GrubasWPK znowu musi tracić kilogramy


Czy prawdziwy grubasek po straceniu założonych kilogramów może już raz na zawsze uspokoić swoją czujność? Niestety, moja historia – ba, moje całe życie, pokazuje, że absolutnie nie. Dlaczego od nowa muszę walczyć z kilogramami i dlaczego wiem, że mi się to uda? Zapraszam!

W górę i w dół, w górę i w dół – mniej więcej w taki oto sposób wyglądałby wykres mojej wagi za ostatnich kilkanaście lat, gdybym tylko taki zrobił. Plus dwadzieścia, minus osiemnaście. Minus piętnaście, plus dwadzieścia. Plus szesnaście, minus dwadzieścia. Co by nie mówić – doświadczony ze mnie zawodnik w kwestii walki o wagę.


Pora na zmiany – #grubasWPK podejmuje wyzwanie

Challenge – jak odchudzić grubasa z WPK?

Jak schudnąć bez restrykcyjnej diety? Doświadczenia #grubasaWPK

Dietetycy go nienawidzą! #GrubasWPK schudł 20 kg w rok, bez diety


No dobra, ale co tak właściwie się wydarzyło? Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Jeszcze rok temu pisałem Wam o pięknej przemianie, a mianowicie straceniu 20 kilogramów bez stosowania specjalnych diet, a jedynie przy pomocy treningów. Regularnych treningów w Hardy wyższa forma. Tylko tyle i aż tyle. Niestety w międzyczasie stało się coś…

PRZYCZYNY

Pewnie kilka czytających to osób odnajdzie w kolejnych słowach część swojej historii. Pandemia, korona, jak zwał, tak zwał. W każdym razie to cholerne gówno, które zatrzymało cały świat, zatrzymało także i mnie. W jakiej byłem formie w październiku czy listopadzie 2020, kiedy wybuchła druga fala pandemii, zamykająca siłownie czy kluby sportowe? Bez przesadnej skromności napiszę – w świetnej. Wydolnościowo – wzór, pojawiły się nawet mięśnie, których w życiu u siebie nie widziałem. Przede wszystkim jednak głowa nastawiona na obecność treningu w moim życiu. Pięć, czasami sześć treningów w tygodniu – około 20 w miesiącu. Spory wydatek energetyczny, jaki mogłem sobie rekompensować jedzeniem tego, na co mam ochotę.

Ktoś mądry wymyślił jednak, że kluby sportowe, gdzie ludzie dbają o swoje zdrowie należą do grona tych wpływających najgorzej na liczbę zachorowań. Szkoda strzępić ryja. W każdym razie mój Hardy się zamknął – m.in. w obawie o zapowiadane kary, które jak się okazało nie były nakładane. Wtedy jednak nikt o tym nie wiedział, panowała atmosfera strachu, a my w teorii mieliśmy siedzieć w domu. Słowo klucz – siedzieć.

P.S.

Na pytanie czy nie mogłem chodzić do miejsc otwartych po cichu w trakcie pandemii – mogłem, ale nie chciało mi się, nie miałem motywacji, za bardzo lubiłem Hardego, aby przyzwyczajać się do innych klubów.

GŁOWA

Sześć miesięcy na dupie. Sześć miesięcy niwelujących wszystko to, co zostało wypracowane przez poprzednie dwa lata. No comments. Nie ma co za dużo mówić – głowa nie dojechała, psychika pozwoliła odpuścić i poluzować. Ta sama głowa, przestawiona już wcześniej na tak dobre tory. Wielu z Was zna to pewnie z autopsji – pierwsze dwa-trzy tygodnie w domu to pojedyncze, krótkie zrywy z ćwiczeniem. U mnie dość szybko nastąpił etap douszczania, bo siłą Hardego oraz tym elementem przemawiającym do mnie są zajęcia grupowe. Możliwość ćwiczenia z innymi, pogadania, lekkiej szyderki, czasami nauczenia się czegoś od bardziej doświadczonych, po prostu. Nie ćwiczenia ot tak, po prostu.

I tak sobie siedziałem w tym domu, i tak podjadałem, i tak popijałem. Dwa ostatnie podpunkty dokładnie jak wcześniej, natomiast zabrakło ruchu. Tego ruchu, co to pozwalał mi na tracenie kalorii, odcięcie głowy, na ogólnie lepsze samopoczucie.

EFEKT JOJO

Wszystko co opisałem Wam wcześniej wskazuje dość wyraźnie na osławiony efekt jojo. Ja nazwałbym to inaczej – cholernym lenistwem, które pogłębia się z każdym dniem nic robienia. Niestety, każdy kolejny dzień, tydzień, miesiąc bez treningu powoduje, że pozwalasz sobie na więcej – piwka, chipsów, smażonych słabostek – w myśl zasady i tak już przytyłem, więc więcej złego się nie wydarzy. Otóż jednak dzieje się coraz więcej złego, bo kilogramy powolutku, systematycznie przybywają, a brzuch się zaokrągla. O takim drobiazgu jak utrata formy, wydolności, a jednocześnie zwiększającej się podatności na wszelkie choroby nie wspomnę.

SZERSZY KONTEKST

Różne badania podają inne wartości, ale najczęściej wygląda to tak – około 40% Polaków przytyło podczas pandemii. Średnio od 3 do 6 kilogramów. W moim przypadku nawet trochę więcej. I oczywiście nikomu nie wypominając, bo najpierw wypadałoby zerknąć na siebie, tak faktycznie wracając powoli do treningów w czerwcu zauważalnym i niepodważalnym faktem było kilka kilogramów obywatela więcej u wielu współćwiczących. Nie da się ukryć, że brak ruchu dla osób zmuszonych do pracy na home office czy dzieci mające WF online, odbija się i odbijać się będzie przez wiele lat. Już nie tylko ze względu na te dodatkowe centymetry w obwodzie, ale przede wszystkim przyzwyczajenie do nie robienia czegokolwiek w kierunku regularnego ruszania się. 

OPTYMIZM

Przy tym wszystkim, przy swoich własnych zaniedbaniach i lenistwie, wiem też jedno – szybko pozbędę się tych kilogramów. Tak już działa mój mózg, że potrzebuję tylko wskoczyć na odpowiednie tory – te moje pięć treningów tygodniowo, aby szybciutko powrócić do dobrej dyspozycji. Początkowo będzie ciężko wytrzymać wszystkie obciążenia, ale plusem treningów we wspomnianym Hardym jest możliwość dostosowania obciążeń czy ilości powtórzeń do siebie. Ja już zacząłem i pierwsze efekty poprawy powinny pojawić się na dniach. Trochę kilogramów do zrzucenia pozostało.

Dlatego też zapraszam Was do zabawy i ruszenia się z domu, rozpoczęcia treningów lub wrócenia do nich po przerwie. Wrzesień wydaje się być okresem idealnym – dzieciaki poszły do szkoły, wyjazdy wakacyjne przeminęły. Pora skończyć z siedzeniem na dupce i mówieniem jak jest źle. Najważniejsze jest jednak coś innego – wejście w świat regularnie uprawianej kultury fizycznej, przyzwyczajenie głowy oraz organizmu do tego, że warto się ruszać, warto robić coś dla siebie, własnego zdrowia, formy czy aby w końcu wskoczyć w ulubione spodnie czy sukienkę. Ja przykładowo to wszystko wiem, ale pandemia sprawiła, że zrobiłem sobie urlop, który był wygodny. W końcu nie trzeba jechać na trening, zgrać go czasowo z pracą, zmęczyć się. Tylko wiem też, że to słabe i mój organizm domaga się – zapieprzaj na trening, gościu!

Moja dotychczasowa przygoda z Hardym jest jednoznacznie pozytywna, dlatego też od dawna polecam Wam to miejsce. Nauczyła mnie przełamywania pewnych fizycznych słabości, pozwoliła rozwinąć ruchomość, a także wzmocniła pewność siebie, bo nagle okazało się, że #GrubasWPK może nie być grubasem. Po chwilowych wakacjach od ruchu wracam na maksa, co i Wam polecam. Zerknijcie do Hardego na ich zajęcia dla początkujących, podczas których nauczycie się podstawowych ćwiczeń oraz ruchów. Także bez obaw – nikt nie będzie Was ganił za to, że czegoś nie umiecie lub nie dajecie rady wykonać. Gwarantuję, że kiedy przyjdziecie raz, zostaniecie na zawsze. Co któryś trening spotykam się z osobami mówiącymi – dzięki Tobie tutaj przyszedłem i w końcu zacząłem coś robić. I to cieszy, dlatego jeśli w mojej dzisiejszej historyjce odnaleźliście kawałek siebie – ruszajcie tyłki i chodźcie na trening!

 

Total 3 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments