10.2 C
Wrocław
środa, 28 września, 2022

El Comandante, czyli Kuba pizzą i burgerami stoi

Psie Pole – gastronomiczna pustynia na mapie Wrocławia. Do niedawna bez ani jednej godnej polecenia restauracji czy choćby baru. Tym bardziej ucieszyła i zaciekawiła mnie informacja na temat kilku otwierających się punktów właściwie w jednym momencie, zaraz po wyremontowaniu ryneczku na Psim Polu. Jako że mieszkam niedaleko, bo na Zakrzowie, zaraz po otwarciu jednego z tych miejsc udałem się w celu sprawdzenia menu. Była to pierwsza z trzech moich wizyt w El Comandante, a więc – jak nazwa wskazuje – restauracji kubańskiej.

Lokal znajduje się kamienicy, zaraz przy przystanku autobusowym, gdzie nie da podjechać się samochodem. W środku znajdziemy kilka stolików, bardzo mroczny, lekko depresyjny, ciemno-czerwony wystrój i gdzieś na końcu schowana kuchnia.

Jak już wspomniałem, pierwszy raz zawitałem do El Comandante po około tygodniu funkcjonowania. Zasiadłem przy stoliku, otrzymałem dość prowizoryczne menu w postaci ulotki i… doznałem pierwszego szoku. Nazwa wskazuje, że El Comandante to restauracja kubańska, potwierdza to fanpage facebookowy, więc spodziewałem się karaibskich klimatów. Cóż więc znalazło się w menu? Pizza, burgery, kilka zup i dania obiadowe łącznie ze stekami. Zapachniało mocnym pomieszaniem z poplątaniem.

Postanowiłem zamówić coś najbardziej zbliżonego do kuchni karaibskiej, więc wybrałem jako zupę Frijoles Colorados (8 zł) i na drugie danie grillowaną pierś z kurczaka z chili na ostro (15 zł). Szybko jednak musiałem zweryfikować swoje plany, ponieważ pani kelnerka poinformowała mnie, że akurat tego dnia kremu z fasoli nie ma. Niezły początek – pomyślałem. W zamian za zupę dobrałem frytki z batatów w formie przystawki za 7 zł.

Te ostatnie przyszły dość szybko, oczywiście ułożone w modnym wiadereczku.

el comandante 1

Porcja ogromna, potwornie zamulająca swoją słodkością. Frytki z batatów, jak to frytki z batatów, były miękkie, lekko nasiąknięte tłuszczem, ale nie fatalne, zresztą sytuację ratował delikatny, jogurtowy sos czosnkowy. Ogólnie jednak, gdybym zjadł całą porcję, na przystawce mógłbym zakończyć posiłek.

Z szybkością podania dania głównego było już gorzej, bo otrzymałem je po około 35 minutach.

el comandante 2

Na moim stoliku ponownie wylądowała kopa jedzenia. Dwa kawałki grillowanej piersi z kurczaka, własnoręcznie przygotowane frytki i miks sałat.

Widząc takie frytki, moja buzia od razu się uśmiechnęła, choć później wyraz twarzy szybko się zmienił, kiedy okazało się, że zostały usmażone tylko raz, przez co były miękkie i wręcz mokre od oleju. Plusik za sos ostry, który może nie wypalał, ale imponował świeżym, pokręcającym smaki zapachem.

Kilka liści sałaty z pomidorem i winegretem nigdy mnie nie podniecało, więc i tym razem ciężko napisać coś oryginalnego o owej sałatce, poza tym, że była, bo smakowo wypadła kompletnie nijak.

Na koniec grillowana pierś, całkiem smaczna, nie za sucha i delikatnie ostra. Bez fajerwerków, ale i za taką cenę ciężko byłoby specjalnie narzekać.

Jak się miało okazać, była to moja ostatnia potrawa zjedzona w tym miejscu, ale nie dlatego, że zraziłem się po pierwszej wizycie. Po kolejnych dwóch tygodniach wybraliśmy się z żoną na niedzielny spacer, a przy okazji postanowiliśmy usiąść w El Comandante na obiad. Niestety, przez 10 minut nikt do nas nie podszedł, więc grzecznie wstaliśmy i wyszliśmy, kierując swe kroki do Mlekiem i Miodem.

Jako że należę raczej do cierpliwych osób, dałem szansę El Comandante raz jeszcze, tym razem po przeczytaniu postu na Facebooku, który brzmiał dokładnie tak:

CHCIELIBYŚMY POINFORMOWAĆ O REWOLUCJACH W NASZYM LOKALU …. NIE ZDRADZIMY SZCZEGÓŁÓW, LECZ LOKAL DIAMETRALNIE ZMIENI SIĘ OD STRONY KUCHNI , JAK I WYSTROJU. NA EFEKTY NASZEJ PRACY ZAPRASZAMY OD PONIEDZIAŁKU 30.03.2015

Żeby dać trochę czasu na przystosowanie się do zmian, wpadłem do restauracji tydzień po rzekomych rewolucjach.

Wchodzę, siadam i czekam. I czekam, i czekam, aż w końcu wstaję i sam podchodzę po menu, bo kelnerki najwyraźniej nie są zainteresowane obsługą klientów.

el comandante 3 el comandante 4 el comandante 6 zdjecie 1

Menu zmienione w niewielkim stopniu, ciężko tu mówić o rewolucjach. Pojawiło się kilka potraw związanych mniej lub bardziej z kuchnią kubańską/latynoską, więc postanowiłem zamówić.

Na początek Frijoles Colorados, może tym razem się uda. Po 12 (słownie: DWUNASTU) minutach zjawia się kelnerka. Moja twarz wyraża lekkie poirytowanie, ale jeszcze staram się trzymać nerwy na wodzy. Proszę o Frijoles, po czym w odpowiedzi słyszę, że dzisiaj jej nie ma. To może Chili con carne? Nie, dzisiaj mamy tylko pomidorową z makaronem – odpowiada kelnerka. Aha…

Z zupy rezygnuję, proszę o Ropa Vieja, ale jak się okazuje tego dania także dzisiaj nie ma. Pytam więc co mogę zjeść, na co szybko otrzymuję odpowiedź, że burgery i pizzę, no i pomidorówkę. Kiedy już mocno zirytowany stwierdziłem, iż taką kartę można wyrzucić do śmieci, pani tylko przytaknęła. Zanim zdążyła zaproponować coś innego, ubierałem już kurtkę.

Dziękuję, ale za takie atrakcje więcej razy się nie zdecyduję. Ktoś otwiera restaurację, teoretycznie kubańską, ale serwuje burgery i pizzę, bo są modne, bo pewnie się sprzedadzą. Karta, jaka karta? Menu jest, ale nie obowiązuje. Do knajpy kubańskiej przychodzę zjeść coś oryginalnego, jeśli będę chciał pomidorówkę z makaronem, to pójdę do Misia.

ranking1

El Comandante

ul. Krzywoustego 320

facebook.com/ElComandanteWroclaw/

Click to add a blog post for El Comandante on Zomato

Total 5 Votes
4

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

12 KOMENTARZE

  1. Jadłam u nich havana bbq. Generalnie szopka z oczekiwaniem dokładnie taka sama, no ale powiedzmy, że było kilka osób, więc ok. Po prawie półgodzinie dostałam swoje zamówienie. Burger mega wielki, nie byłam w stanie go zjeść. Po zjedzeniu burgera w Mlekiem i Miodem pękam w szwach, a ten jest jeszcze większy. Pominę fakt,że był ledwie letni, ale to co znajdowało się w środku było smaczne. Nie byłam jednak w stanie zjeść bułki. Jakaś taka dziwna i kompletnie mi nie smakowała. Także wybiorę Mlekiem i Miodem następnym razem.

  2. Mój chyba największy zawód restauracyjny, jestem fanka burgerów takze ucieszyłam sie ze obok domu cos takiego otworzyli. Podczas pierwszej wizyty na kelnerkę czekaliśmy 20 minut i w końcu przyszedł barman. Burgery dostaliśmy z przeszło tygodniowa bułka, taka co to jeszcze jeden dzien i idzie na bułkę tartą, do tego surowe frytki wymoczone w oleju. Porównywałam swoja ocenę z innymi i oni to chyba z słyną ze słabego i starego jedzenia.

  3. Przepraszam ale co to za brak znajomości kuchnia kubańska .Hamburgery i inne potrawy który na Kubie nie ma. Proszę państwa teraz każdy mówi że umie gotować i to nie prawdę. Zapraszam do Bistro Mercado Latino gdzie jest prawdziwa kuchnia kubańska(kucharzez Kubę) i wkrótce zostanie otwarta restauracja kubańska-hiszpańska (drugi mercado latino ale pod nazwę La Habana)
    Pozdrawiam

  4. Nowy lokal, zapowiadało się całkiem nieźle, a wyszła kaszana… Też bardzo długo zastanawialiśmy się co kierowało właścicielem, żeby otworzyć knajpę kubańską (TYLKO i wyłącznie z nazwy). Bo ani klimat, ani muzyka, tym bardziej jedzenie nie nawiązują do Kuby. Ciekawe czy sam właściciel był kiedykolwiek w tym zakątku świata- bo pomysł serwowania burgerów i pizzy w knajpie skategoryzowanej na fejsie jako kubańska to jakaś porażka.
    Jedzenie poniżej średniej, podane na mało zachęcającej zastawie. Lokal jest źle wentylowany (klimatyzowany). Ubranie nadaje się do prania po wizycie- no chyba, że ktoś lubi zapach smażonych potraw na bluzce 😉 Obsługa lokalu- do kelnerek nie mam zastrzeżeń, natomiast barman skupiony jest bardziej na rozmowach z odwiedzającymi go znajomymi, niż klientami. No i o co chodzi z tą panią w tle tzn. w kuchni, która stoi nieruchomo jak słup soli, bez żadnych emocji na twarzy?
    Szkoda, bo potencjał miejsca jest duży, zwłaszcza po całym remoncie Psiego Pola. Lokal naprzeciw chyba wykorzystał okazję, bo dostać się do Czaku w godzinach popołudniowych graniczy z cudem (mieliśmy 2 podejścia i bez rezerwacji się nie obędzie).
    Pozdrawiam!

  5. Witam byłem jeden raz nigdy nie wrócę .. jedzenie koszmarne jadłem burgera i pizze byłem z przyjaciółmi masakra czas zamówienia około godziny już nie mówiąc jak długo czekaliśmy na kelnerko -barmanke do tego zimna bułka w burgerze i surowe mięso Pizza przypalona ŻEnaDA!!! co do menu tylko burgery i kurczak i pizza …… Nigdy nie wrócę i proponuje zrezygnować z tego lokalu

  6. El comandante w naszej dzielnicy było czymś zupełnie nowym,obok słynącej z nie ciekawego towarzystwa i stałej klienteli „restauracji” ABC,brakowało na psim polu miejsca gdzie można by usiąść,poplotkować i przy okazji zjeść i napić się piwa.Ze strony gastronomicznej El Comandante wypadło kiepsko,razem z dziewczyną jesteśmy miłośnikami pizzy,tak więc tym bardziej zainteresował nas ten lokal.Co do pizzy serwowanej w lokalu to osobiście przypomina mi tą dyskontową,którą można kupić gotową,zamrożoną,ale bogatszą w dodatki.Ciasto jest bardzo cienkie,pizza w niektórych miejscach przypalona,że aż chrupiąca (bywało tak iż biorąc ukrojony kawałek pizzy,brałem dwa trzy gryzy i odkładałem go bo reszta była już zbyt twarda) Jeżeli miał bym porównać El Comandante z dobrze znanym przez mieszkańców starego psiaka,innym lokalem serwującym pizzę tj zorba-gyros to niedawno otwarta restauracja wypada kiepsko.Teraz opowiem o trochę innej nie gastronomicznej stronie lokalu,bardziej moralnej.Otóż jakiś czas temu organizowałem w El Comandante urodziny,zaprosiłem kilku znajomych płacąc z góry na barze 60zł za piwo,wychodziło po dwa na głowę dla każdego z moich gości.Piwo donosiłem sam osobiście,po którejś wizycie przy barze barmanka powiedziała mi ze cała kwota przypadająca na nasz stolik(tj 60zł) została już wykorzystana.Szybkie liczenie w pamięci i faktycznie,zgadzało się wyciągnąłem więc z kieszeni portfel i jako że byłem w tym dniu szczęśliwym solenizantem,zapłaciłem za następną kolejkę dla wszystkich,barmanka przyniosła piwo do stolika,a ja poinformowałem znajomych że jeżeli ktoś będzie miał jeszcze ochotę na browara,to kupuje go sobie już we własnym zakresie. Każdy więc kto miał jeszcze ochotę na piwko,podchodził do baru i kupował go na własną rękę.Było już grubo po 23,towarzystwo się wykruszyło i zostało przy stoliku raptem 4 osoby,barmani i kelnerki kończą pracę o 22 w zamian za nich by przypilnować interesu przyszło małżeństwo,właściciele lokalu.Do tego momentu uważałem El Comandante za miejsce, w którym jeżeli nie można dobrze zjeść,to przynajmniej można fajnie spędzić czas ze znajomymi,bo jeżeli chodzi o i piwo to serwowany tam Miłosław podbił moje serce.Cała szopka zaczęła się w momencie gdy właściciel lokalu podszedł do naszego stoliku i pocierając ręka o rękę,zapytał czy będziemy jeszcze coś zamawiać,bo nie wie czy ma coś dopisywać czy zamykać rachunek.Każdy spojrzał się po sobie,nie za bardzo wiedząc o co chodzi,a ja rzuciłem że na razie nie będziemy nic zamawiać.Dopiliśmy więc do końca to co mieliśmy i zaczęliśmy się zbierać,Pan właściciel widząc zaistniałą sytuację podszedł do stolika i powiedział że zaprasza do baru w celu uregulowania zapłaty.Zdziwieni lecz ciekawi o co tak naprawdę chodzi poszliśmy z Panem,który wyliczył mi 30zł?! Na pytanie za co ta kwota,uruchomił komputerek na którym przyjmują zamówienia itp i z wyraźną niepewnością,sam do końca nie potrafiąc powiedzieć za co powiedział że na naszym stoliku jest otwarty rachunek i trzeba jeszcze dopłacić 30zł.Nie zastanawiając się chwili,chwyciłem za telefon żeby obdzwonić znajomych którzy już wyszli,każdy pomimo spożytych procentów był w stanie mi powiedzieć,że po ostatniej postawionej przeze mnie kolejce,na własną rękę kupował sobie piwo,płacąc przy tym od razu przy barze.Poirytowała mnie ta sytuacja tym bardziej,że Pan właściciel był wręcz przekonany że musimy jeszcze za coś zapłacić,usiłując wskazać mi to na sprzęcie który mają przy barze,lecz jednak nie do końca potrafił mi tu udowodnić.Pomyślałem sobie razem z dziewczyną że ok,zapłacimy ale jutro przyjdziemy z samego rana aby zastać barmana który tego wieczora kasował piwo.Wychodząc z baru lekko poirytowany postawą Pana właściciela,jeszcze kilka razy przeliczałem to co zamówiliśmy itp itd za cholerę w dalszym ciągu nie wiedziałem za co mam zapłacić te 30zł.Następnego dnia z samego rana poszliśmy do restauracji,zastaliśmy tam wspomnianego barmana oraz żonę właściciela,która wczorajszego wieczoru była świadkiem całej sytuacji.Powiedziałem więc barmanowi jaka jest sytuacja,i że nie za bardzo to rozumiem..Uruchamiając sprzęcik przy Pani właściciel od razu wskazał na stolik za nami,przy którym siedziała jakaś para która kończąc piwo zamawiała następne u barmanki kręcącej się co jakiś czas po lokalu,która te piwo im donosiła.Po kilku sztukach najwyraźniej para wstała,i po prostu wyszła nie regulując należności.Nasza satysfakcja w tamtym momencie była bardzo duża,a mina Pani właściciel bezcenna chociaż żałowałem że nie było w tamtym momencie z nią Pana,który na siłę wmawiał mi, a w konsekwencji kazał zapłacić za kogoś.Pieniądze z wielkim bólem zostały nam oddane,w końcu 30zł piechotą nie chadza..Przez jakiś czas unikaliśmy lokalu,miałem jeszcze uraz do tego Pana,za swoją pazerność i nachalność.Po paru miesiącach zostałem zaproszony do lokalu przez znajomego z pracy,na piwko.Byłem tam może jeszcze ze dwa,trzy razy ale tylko i wyłącznie pogadać przy browarze.Wszystko się zmieniło przy ostatniej naszej wizycie,i jak stwierdziliśmy razem z dziewczyną, ostatniej w ogóle.Wystawiony przed lokal tarasik,w piątkowy lipcowy ciepły wieczór,to bardzo fajna opcja.Jako że dziewczyna tego dnia pracowała do godz 22,a jedzenie zazwyczaj w tym lokalu jest wydawane właśnie do 22,postanowiłem zamówić wcześniej pizze,która miała na nas czekać już gotowa.I chociaż wiedząc o jakości serwowanej tam pizzy,z braku laku zdecydowaliśmy się na nią(zapewne gdyby lokal zorba-gyros był dłużej otwarty,to zdecydowali byśmy się żeby zjeść pizzę tam) Byliśmy parę minut po 22,za barem obecne było już wspomniane wcześniej małżeństwo,i dwie barmanki.Pizza czekała na nas na piecu tak aby była jeszcze ciepła w kartonowym opakowaniu,tak jak przy zamówieniu na wynos.Wszystko ok,zapłaciłem za pizze plus dwa browarki z którymi udaliśmy się na taras.Siedzieliśmy 20-30 minut kończąc powoli piwko i zastanawiając się czy kiedyś przyniosą nam tą pizzę,która przecież już jest gotowa!? Przy okazji będąc świadkami rozmowy dwóch dziewczyn siedzących za nami,które były zawiedzione tym że po 22 nie można już nic zjeść w tym lokalu,dopijając piwo wstały i zgodnie ze sobą poszły na hot doga do mieszczącej się kawałek dalej żabki.Skończyliśmy pić piwo,pizzy dalej nam nie przyniesiono..W momencie kiedy zobaczyłem że z lokalu wychodzą już barmanki,wstałem żeby się pofatygować i samemu pójść po pizzę.Za barem rządził już właściciel razem z żoną,która pamięta nas chyba jeszcze z tej niefortunnej sytuacji o której pisałem wcześniej.Powiedziałem więc,że poproszę pizzę,która cały czas stała zapakowana w kartonowe pudełko na piecu! Pan właściciel delikatnie zaskoczony odpowiedział „A tak,już bardzo proszę” w momencie kiedy po nią szedł,przechodził koło żony zapytał jeszcze czy ja już za nią zapłaciłem czy jeszcze nie…Pamiętając jeszcze niesmaczną wręcz sytuację z przeszłości,i tą która przed chwilą miała miejsce,moja irytacja dosięgła zenitu.Dusząc w sobie negatywne emocje,odnośnie chytrego Pana właściciela wziąłem pizzę i udałem się z nią na taras.Dodając przy okazji,że nie dostałem żadnych talerzyków ani sztućców,po prostu dostałem ją w kartonie..Jakiś kucharz kiedyś powiedział w telewizji,że pizzę powinno jeść się tylko i wyłącznie rękoma,a jedzenie jej na talerzu i krojenie nożem to profanacja,humorystycznie pomyślałem że Pan właściciel chyba oglądał ten sam program co ja i zadbał o nas,choć każdy ma prawo jeść tak jak mu najwygodniej.Pomimo już kilku miesięcznego doświadczenia w prowadzeniu tego lokalu,i robienia pizzy jej jakość nie poprawiła się.Pizza była twarda,sucha i strasznie cieniutka.Razem zgodnie z dziewczyną stwierdziliśmy,że była to nasza ostatnia wizyta w tym lokalu,choć zapowiadał się on bardzo obiecującą to ze względu na słabą jakość podawanych tam potraw,w naszym wypadku pizz oraz chytrość i zachowanie Pana właściciela które poirytowało nas do tego stopnia,iż moja dziewczyna która dotychczas regularnie była klientem solarium które również należy do tych samych Państwa,stwierdziła że przez zachowanie Pana właściciela którego zachowania przekraczają granice smaku,jak i pizzy przez niego serwowanej..Już nigdy nie pójdzie się tam opalać i nie da mu zarobić złamanego grosza..Podsumowując jedno wielkie rozczarowanie ze strony gastronomicznej jak i moralnej(przez Pana właściciela) I nie napisałem tego bo jestem konkurencją,wścibskim klientem bądź chcę oczernić restaurację.Ja po prostu wyraziłem tutaj swoją opinię,bo jako konsument mam do tego prawo.

  7. Solarium nie należy do właścicieli restauracji, proponował bym się dowiedzieć zanim Pan się wypowie na forum.

  8. Za dużo wołowiny w menu. Na Kubie praktycznie jej nie uświadczysz – podlega reglamentacji ostrzejszej, niż słodycze w epoce stanu wojennego.

  9. faktem jest ze pustynia bylo i nawet to co bylo nie do konca nie do zarcia nadawalo, ale proponuje odwiedizc knajpe „na schodkach” , mozna sie milo rozczarowac ) Ceny od 5 lat te same, porcje mniejsze, w nalesnikach wiecej ciacha niz farszu sie zrobilo, ale wgm i tak niezle trzymaja poziom, jak na knajpke o tak malej powierzchni )

  10. PS Komendant nie padl, tylko przeszedl przemiane )) wlasciciel ten sam, ale nazwa inna … wgm zarcie teraz gorsze … wczesniej pizza , zla tam nie byla, a i zupy dnia tez sie czasem dobre trafialy ….

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły