Pierogarnia Momos – gdzie się podziały przyprawy?


We Wrocławiu, w mieście z tak wyraźnymi wschodnimi wpływami kulturowymi, ciągle brakuje pierogarni z prawdziwego zdarzenia. Owszem, zdarzają się miejsca, w których pierogi zwyczajnie wyrywają z butów, ale chciałoby się mieć prawdziwie specjalistyczny bar, skupiający swą uwagę jedynie na tej potrawie. Wyrabianej na miejscu, bez chodzenia na skróty i sprzedawania produkowanych na masową skalę gniotów. 

Nadzieja pojawiła się w połowie roku, kiedy to tuż obok Shrimp House otworzyła się Pierogarnia Momos. Od znajomych, którzy jedli tu wcześniej słyszałem dość skrajne opinie, więc postanowiłem sprawdzić samemu ich pierogi, a tych w menu znajduje się kilkadziesiąt różnych do wyboru. 

Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy po wejściu do całkiem sporego, jasnego lokalu z grafikami Charlie Chaplina na ścianach, jest widok dwóch pań wałkujących i ugniatających ciasto. Nooo, robi to wrażenie, bo faktycznie pierogi przygotowywane są pod zamówienie, lepione i wrzucane na wodę. To jest nowinka na wrocławskim rynku, sugerująca, że ktoś odrobił pracę domową i zrozumiał, że w tych banalnych pierogach goście szukają wspomnień z domu, a nie ze sklepu garmażeryjnego z lat studenckich.

IMG_7870 IMG_7711

W osłupienie wprawia mnie ilość pozycji, znajdujących się w menu. Pięć zup i w sumie niemal trzydzieści opcji pierogowych. Czy to dobrze, niech najlepiej wypowie się Magda G. Decyzja nie jest łatwa, ale zamawiam – rosół z kołdunami (7 zł), barszcz czerwony z uszkami (7 zł), pielmieni (16,50 zł) i pierogi ruskie (14 zł). Obsługujący mnie kelnerzy zwracali na siebie uwagę głównie wyraźnie zaznaczonym wschodnim akcentem, przez co porozumiewanie się z nimi do najłatwiejszych nie należy, ale trzeba mieć nadzieję, że z upływem czasu ta sprawa ulegnie poprawie.

Zupy trafiają na stół po około 15 minutach, gorące, w identycznych miseczkach. Barszcz czerwony to bardzo przyzwoita zupa na wyrazistym wywarze, lekko słodka, może za mało czosnkowa. Niezłe wrażenie pozostawiają po sobie także uszka – charakteryzujące się przede wszystkim doskonałym, cieniutkim, odpowiednio zwartym ciastem. Po pierwszy zetknięciu z tutejszymi pierogami nastawiałem się na mocne, pozytywne przeżycia. Niestety, były to miłe złego początki. Rosół rosołem jest jedynie z nazwy, chyba, że preferujecie wodnistą ciecz bez jakiegokolwiek aromatu i smaku, nazwaną rosołem. I nie ratuje tu sytuacji duża ilość świeżego koperku, który znalazł się w miseczce. Kołduny ponownie ze świetnym ciastem, ale z rozczarowującym wnętrzem. Farsz owszem, aromatyczny, ale zbity i twardy, psujący całą zabawę z jedzenia ich na raz.

FullSizeRender (1) IMG_7715 IMG_7721

Sprawdzian najważniejszy – pierogi ruskie, wypada co najwyżej średnio. Cudowne, totalnie cudowne jest ciasto. Po przegryzieniu czuć, że w przygotowanie ciasta włożono mnóstwo pracy. Jest delikatne, lekkie, miękkie, naprawdę wysoka klasa. Tyle, że to co się dzieje wewnątrz pieroga, to już niemalże zbrodnia przeciwko pierogom. Farsz, tak na oko, składa się z 90% ziemniaków i 8% twarogu i 2% cebuli. To oczywiście takie orientacyjne liczby. O ile jeszcze w niektórych regionach jada się pierogi z większą ilością nadzienia ziemniaczanego, choć ja wolę takie z przewagą twarogu, tak kompletnie niewytłumaczalne jest nieużywanie przypraw. Tam nie ma ani soli, ani pieprzu. Mdły farsz męczy po kilku sztukach i totalnie zamazuje dobre wrażenie wywołane ciastem.

Pielmieni mają to do siebie, że nie potrzebują nadmiaru przypraw, na dobrą sprawę wystarczy sól i pieprz, ale sekret leży gdzie indziej. Ważne, aby do ich przygotowania użyć najlepiej przynajmniej dwóch rodzajów mięsa z wyraźnie zaznaczonym tłuszczykiem, który zapewni odpowiednią soczystość po ugotowaniu. Pielmieni z Pierogarni Momos niestety cierpią na poważną chorobę – ich farsz jest suchy i twardy, zbity, nieprzyjemny, jedynie wieprzowy. Ponownie nie ratuje go doskonałe ciasto.

FullSizeRender (2) IMG_7876 IMG_7881

Idea Pierogarni Momos jest szczytna – przedstawić Wrocławianom pierogi z różnych stron świata – ruskie, pielmieni, chinkali, czebureki i sporo innych. Dobrze sprawdza się pierwszy element procesu produkcyjnego, a więc panie przygotowujące ciasto. Ciasto, mogące być na spokojnie wizytówką każdej babci. Problem zaczyna się później i wynika z niedoprawiania, może braku smaku u człowieka za do odpowiedzialnego i przygotowywania farszu trochę po łebkach. Owszem, ile gospodyń, tyle przepisów, ale pewnych spraw nie da się zmienić. Trzeba przynajmniej posolić i popieprzyć. Jeśli mógłbym coś doradzić, to zdecydowanie odszedłbym od tak szerokiej karty na co dzień i skupił się na kilku rodzajach pierogów. Np. w poniedziałek ruskie, chinkali i pielmieni, a do tego jedna zupa, we wtorek czebureki i momos, itd. Taka rotacja pozwoliłaby na lepsze dopracowanie smaku pierogów, bo na chwilę obecną to szwankuje najbardziej.

ranking2

Pierogarnia Momos

Św. Mikołaja 16-17

facebook.com/momoswroclaw

Total 4 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments