Jeden dzień z życia kuriera


Od dawna myślałem o podobnej akcji, ale nie było okazji, aby ją zrealizować. Kręciło mnie, aby zobaczyć od środka jak wygląda praca kuriera dowożącego jedzenie. Tego kuriera, na którego bardzo często narzekamy – że zbyt długo jechał, a że pizza zimna, zupa się wylewa, a kotlet wywrócony do góry nogami. Ba, sam miałem wiele zastrzeżeń co do pracy zarówno samych kurierów jedzeniowych, jak i firm zajmujących się taką dostawą. Należę jednak do osób, które poza samym narzekaniem, lubią się dowiedzieć czegoś więcej o specyfice takiej pracy, o trudnościach i problemach niekoniecznie wynikających z błędów samego kuriera.

Okazję do samodzielnego przekonania się o tym, jak to jest być kurierem, dała mi firma Wooopit, z którą współpracuję od jakiegoś czasu. Wymyśliliśmy wspólnie, że przez jeden dzień będę rozwozić jedzenie na zasadach równych innym kurierom. Przeszedłem więc szkolenie – na początek z prowadzenia skutera, na którym ostatni raz siedziałem może dekadę temu, później kilka wskazówek od bardziej doświadczonych kolegów, aby na koniec przyodziać szykowne zielone wdzianko z logo Wooopit i móc wyruszyć w trasę.

Dostawcy jedzenia pojawili się we Polsce w latach 90. wraz z wejściem do budzącego się po przemianach kraju sieci – najpierw zagranicznych, później także polskich. Wcześniej podobną rolę spełniali taksówkarze, choć mając w pamięci wspomnienia ojca, częściej niż jedzenie, dowozili do spragnionych klientów po prostu wódkę. Tak, tak, kiedyś nie na każdym rogu stała Żabka lub stacja benzynowa, gdzie można obecnie zaopatrzyć się w niezbędne trunki. W chwili obecnej dowóz jedzenia stanowi jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gastronomii, co wynika po trosze z lenistwa, ale i szybkości życia.

Część pizzerii, barów czy restauracji stara się ogarniać dowóz we własnym zakresie, ale coraz popularniejszym rozwiązaniem jest korzystanie z firm pośredniczących pomiędzy restauracją a klientem. Kimś takim w tym układzie jest właśnie Wooopit, który zapewnia oprogramowanie niezbędne do obsługi całego procesu, własnych kurierów właśnie i po części także stronę marketingową. W takiej sytuacji restauracja dzieli się dochodem z dostawcą, ale nie martwi się o takie detale jak zatrudnienie dostawcy czy zakup skuterów lub auta. Czy jest to sprawa opłacalna na dłuższą metę? Nie wnikam w to, więc obliczenia pozostawiam właścicielom. Sądząc jednak po szerokiej gamie restauracji dostępnych na liście do wyboru, warunki odpowiadają obu stronom.

Jak to wygląda od środka? Dzień pracy kuriera rozpoczyna się nie w momencie otrzymania pierwszego zlecenia, a dużo wcześniej. Najpierw zebranie wszystkich kurierów, omówienie problemów i aktualnych zadań. W międzyczasie swoją magię czyni w parkingu Pan mechanik, starający się, aby skutery działały jak trzeba. Po odprawie następuję chwila poświęcona właśnie maszynom, na których rozwozi się jedzenie. Aby skuter działał poprawnie przez dalszą część dnia, musi zostać odpowiednio rozgrzany, dlatego przez kilka minut musi stać z włączonym silnikiem. W tym czasie kurierzy szykują resztę sprzętu – plecaki zwane termosami, telefony oraz niezbędne, ratujące tyłek w przypadku rozładowania powerbanki.

Jak już wspomniałem, w moim wypadku ważnym elementem była samo przypomnienie sobie jak się na tym skuterze jeździ. Po początkowych przechyłach, dość szybko zaskoczyłem i mogłem pognać po zamówienia. Kwestie techniczne nie powinny zaskoczyć nikogo, kto na co dzień obcuje ze smartfonem. Kurier otrzymuje zamówienie poprzez jedną aplikację, w drugiej, w razie niejasności, komunikuje się z koordynatorem, i jedzie we wskazane miejsce po odbiór jedzenia. Aplikacja wskazuje dokładny punkt i godzinę odbioru oraz adres, pod który należy dostarczyć jedzenie.

Czy to ciężka praca? Może nie potwornie ciężka, ale wymagająca ciągłego skupienia podczas jazdy, bo podróżowaniem skuterem wcale nie należy do najłatwiejszych. Owszem, czasami można wskoczyć przed auta stojąc w korku, ale sporo czasu zajmuje choćby ogarnięcie się w kwestii zerkania w usterka podczas zmieniania pasów, a także faktu, że kierowcy aut nie zawsze zwracają uwagę na nadjeżdżające jednoślady. Warto też mieć cały czas w głowie umówioną godzinę dostawy, bo czas, szybkość dowozu, to w tym biznesie sprawa kluczowa. 

Na co należy zwrócić uwagę po odebraniu jedzenia? W pierwszej kolejności zapakować w odpowiedni sposób. Żeby nie zdarzyła się wpadka z rozlaną zupą czy wywalonym makaronem. No i rzecz, o której wielu kurierów zapomina – zapięcie szelek lub zamka w plecaku, aby dania nie chłodziły się nadmiernie szybko. Później pozostaje już tylko obranie poprawnej drogi, unikanie jednokierunkowych ulic, które mogłyby nas zatrzymać, i powinno być dobrze. Oczywiście należy pamiętać, że to praca wymagająca bezpośredniego kontaktu z ludźmi, więc warto wyzbyć się naszego wewnętrznego gbura i uśmiechnąć do oczekujących na jedzenie osób. Trochę na zasadzie – w swojej pracy w stosunku do klientów zachowuj się tak, jakbyś chciał, aby działo się to w drugą stronę.

Co mnie zaskoczyło? Na pewno to, że ruch w zamówieniach odbywa się głównie w centrum miasta, przynajmniej w okolicach południa. Stawiałem na to, że ludzie pracujący w okolicach Rynku mają ogromy wybór miejscówek i jadają stacjonarnie. Otóż chyba jednak nie, bo większość realizowanych przeze mnie zamówień dotyczyła mieszkań i biur zlokalizowanych w mniejszej lub większej odległości od ścisłego centrum. In plus zaskoczył mnie sam skuter. Do tego stopnia, że zacząłem się zastanawiać nad zakupem podobnego dla siebie. Przemieszczanie się po zakorkowanym mieście na dwóch kołach faktycznie należy do całkiem przyjemnych. 

Dzień spędzony w roli kuriera uznaję za bardzo udany i pożyteczny, bo z każdej pracy w życiu można wyciągnąć odpowiednie wnioski. Na pewno bardziej przychylnym okiem zerknę w stronę osób dowożących jedzenie, bo o ile sami dotrzymają obowiązujących procedur, ciężko kierować w ich stronę pretensje o słabszą jakość jedzenia. Tutaj piłeczka zostaje po stronie restauracji, która jeśli już decyduje się na dowóz, musi w odpowiedni sposób się do tego przygotować i pakować jedzenie. Ideałem byłaby sytuacja, w której każdy wykonuje swoją pracę rzetelnie, a jedzenie, które trafia ostatecznie do klienta, zachowuje właściwy poziom. Po tym jednym dniu wierzę, że jest to możliwe i ta dziedzina gastronomicznego biznesu rozwinie się jeszcze mocniej. Z tego co mi wiadomo, na moje dostawy nikt nie narzekał, a zdarzyły się także – niemałe – napiwki. Myślę sobie, że będąc studentem, chętnie dorobiłbym sobie w roli kuriera.

Wpis powstał we współpracy z Wooopit.
Total 9 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments