5 objawień kulinarnych WPK #6


Co jakiś czas staram się Wam podrzucać moje krótkie zestawienia miejsc, które zrobiły na mnie największe wrażenie w ostatnim czasie. Od poprzedniego wpisu minęło trochę czasu, więc najwyższa pora odświeżyć temat i zebrać najnowsze objawienia, podpowiadające – co i gdzie zjeść we Wrocławiu i nie tylko. Bawcie się dobrze, smacznego!


Poprzednie wpisy z cyklu Objawienia kulinarne:

1 | 2 | 3 | 4 | 5 |


NASE MASO

Kulinarny odlot praski numer jeden. Koncept polecany przez wszystkich, i słusznie. Nase Maso to w skrócie zespół rzeźników, współtworzących jedno z najbardziej interesujących miejsc w stolicy Czech, składających się ze sklepu oraz jeszcze popularniejszego, malutkiego baru z szybkim jedzeniem, w skład którego wchodzą specjały zakładu. Kolejka stoi tu zawsze, ale bez obaw – idzie szybko, a nade wszystko zwyczajnie warto poczekać na tak dobre jedzenie. Podczas oczekiwania wypijecie nalane własnoręcznie piwo, a potem rozpoczniecie ucztę. Cheeseburger jest tak rozkosznie dobry i foodpornowy, że robiące zdjęcia aparaty rozgrzewają się do czerwoności. Różowe w środku, soczyste mięso w malutkiej bułce, z musztardą i serem, tyle. Cudo absolutne! Całe Naso Maso wygląda na dopracowane w najmniejszym szczególe – od rzeźniczych umiejętności, poprzez doskonałą obsługę i organizację, aż po sprzedaż swoich produktów w wielu lokalach w całym mieście. Nie zastanawiajcie się czy iść, tylko idźcie!

MUNCHIES LUBLIN

Lublin początkowo wydawał mi się być delikatną gastronomiczną pustynią, ale po wejściu do Munchies sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Ekipa działająca wcześniej w Warszawie, od dwóch lat funkcjonuje w Lublinie i ma się świetnie. Podobnie jak świetne jest ich uliczne jedzenie. Uliczne, ale czuć w nim sznyt osób rozumiejących kuchnię, mających wyczucie smaku oraz doświadczenie. Proste poutine, czyli frytki z cheddarem, sosem oraz polikiem wołowym urastają do rangi foodpornowego cuda, podobnie zresztą jak kanapka z udkiem w panierce czy skrzydełka w koreańskim stylu. Wszystko oczywiście z frytami, pełne smaku, zbalansowane. Takiego streetfoodu życzyłbym sobie we Wrocławiu. Munchies to na spokojnie koncept mogący sprawdzić się również w największych miastach w Europie.

SOLLEIM

Mniejszość koreańska we Wrocławiu na tyle wpisała się w krajobraz naszego miasta, że przez lata nie docenialiśmy jej możliwości działania na rynku gastronomicznym. Okazuje się jednak, że potencjał Koreańczyków jest przeogromny, czego potwierdzeniem niewielka knajpka, a właściwie food truck zlokalizowany w przydomowym ogródku na Bielanach Wrocławskich. Solleim karmi prawdziwie, streetfoodowo, ale przede wszystkim do bólu smacznie, powodując dużo uśmiechu na buziach swoich gości. Doskonały jest kurczak w panierce, a mul naengmyeon w formie zimnej potrawy z makaronem kompletnie rozkłada na łopatki. Jeśli zamarzy się Wam koreańskie BBQ, koniecznie zadzwońcie wcześniej, aby na pewno nie zabrakło, a że warto, to nie trzeba nawet dyskutować na ten temat. Bardzo, ale to bardzo ciekawe miejsce z dużym luzem i smakiem.

ŻAR WINO

Dobrze znany we Wrocławiu Piotr Andruszko wpadł swego czasu na pomysł, aby gotować na świeżym powietrzu, na żywym ogniu, a że udało się namówić do tego przedsięwzięcia właścicieli dwóch Winnic – Moderna i Agat, powstała piękna inicjatywa – Żar wino. Na czym polega? Co dwa-trzy tygodnie Piotrek Andruszko gotuje w pięknych okolicznościach przyrody raz w jednej, raz w drugiej winnicy, przygotowując każdorazowo coraz to nowe menu – głownie mięsne, choć pojawiają się również opcje wege, a wszystko to w towarzystwie dobrego polskiego wina. Mnie pomysł przypadł go gustu od razu, a sama impreza chyba się przyjęła, bo na każdej edycji pojawia się sporo gości. Nie macie pomysłów na weekend pod miastem? No to już macie. Zdecydowanie warto.

FB

THE COOL CAT TR

Warszawa to ogromny rynek gastronomiczny i ogarnięcie choć malutkiej jego części jedynie podczas weekendu – w dodatku z dziećmi – jest niemożliwe, ale ostatnio mocno się postaraliśmy. Przyjechaliśmy co prawda na żużlowe Grand Prix do stolicy, ale śniadanie udało się nam zjeść w The Cool Cat TR, postarzając drogę sprzed trzech lat, kiedy to po żużlowej imprezie podjedliśmy w Cool Cat na Powiślu. TR to druga lokalizacja z pięknym patio oraz menu śniadaniowym skrojonym pode mnie. Mamy klasyki – jak omlet, ale i śniadania specjalne, w zestawach, w tym azjatyckie, które wciągnąłem z nieskrywaną przyjemnością, dobijając się świetnym bao z boczkiem. Jeśli brak Wam planów na warszawskie śniadanie, idźcie w ciemno.

Spodobał Ci się mój tekst? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 10 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments