#KoronaDelivery 2.0 – Miś, pierogi i kebs #11


Akcja #wspieramgastro nabiera tempa, bardzo cieszy mnie, że coraz więcej osób spoza gastro branży włącza się do niej, a na moim blogu kolejny – jedenasty w sumie i trzeci z kolei z serii koronkowej, podczas lockdownu 2.0. Dzisiaj zapraszam Was do miejsc niekoniecznie znajdujących się na pierwszych stronach gastro portali, ale przecież także ważnych dla tworzenia kulinarnego świata w kraju. Tym razem więc zabieram Was m.in. do legendarnego baru mlecznego, malutkiej knajpki z domowymi obiadami czy na niedrogą, streetfoodową bułę. Ruszamy!


#KoronaDelivery – raport WPK #1

#KoronaDelivery – raport WPK #2

#KoronaDelivery – raport WPK #3

#KoronaDelivery – raport WPK #4

#KoronaDelivery – raport WPK #5

#KoronaDelivery – raport WPK #6

#KoronaDelivery – raport WPK #7

#KoronaDelivery – raport WPK #8

#KoronaDelivery – raport WPK #9

#KoronaDelivery – raport WPK #10


Pierwszy przystanek to podróż sentymentalna dla dużej części wrocławian. Bar Miś to wrocławska legenda i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Działa sobie na Kuźniczej o 1967 roku, wyżywił kilka pokoleń żaków oraz wykładowców, a także po prostu wrocławian. Dla wielu z nas Miś stanowił pierwsze zetknięcie z gastronomią, z jedzeniem poza domem, dlatego wywołuje tak dużo ciepłych emocji. U mnie także, dlatego nie byłbym sobą, gdybym nie wpadł po jedzenie do Misia w trakcie drugiego gastronomicznego lockdownu. Dla miejsca żyjącego ze stołujących się tam codziennie osób, zamknięcie uczelni to prawdziwa tragedia. Decyzja o dowozach wcale oczywista nie była, ale jako że sprawdziły się one już w marcu, nie inaczej mogło być i teraz. Mój wybór w Misiu obraca się od zawsze wokół kilku potraw – pomidorowa, leniwe – od razu dwie porcje, naleśniki i racuchy. Wszystko co lubię ja, jak i moje dzieciaki. Wszystko, co kosztuje grosze – dosłownie, a przerasta smakiem wiele droższych barów w tym mieście.

Nie wyobrażam sobie gastronomii w stolicy Dolnego Śląska bez Misia, więc wspieram całym sercem, pomimo, że w ostatnich latach wpadałem tu tylko okazjonalnie. Sentyment jednak pozostaje, a Was namawiam do właśnie sentymentalnej podróży w lata minione, lata młodzieńcze, studenckie. Dla dużej części wrocławian okres studiów nierozłącznie wiąże się z Misiem, wielokrotnie Miś ratował życie tanim jedzeniem, kiedy do końca miesiąca zostało kilka złotych. Teraz to my możemy pomóc Misiowi w utrzymaniu się na powierzchni.

Podążając podobnymi ścieżkami, aczkolwiek już bardziej współczesnymi, trafiam na ulicę Sępa Szarzyńskiego. Przemiłe panie prowadzą rodzinny bar Domowe Obiady, w którym stołuję się od 5-6 lat, może minimalnie dłużej. W swoim przekonaniu o tym, że to najlepsza tego typu miejscówka we Wrocławiu, nie zostaję sam, ponieważ jadają tu m.in. znani we Wrocławiu kucharze. Niepodważalnie najlepsze pierogi ruskie we Wrocławiu to obowiązek, ale warto skusić się m.in. na codziennie inną, zawsze wykonaną z domowym sznytem zupę. Moja młodzież klasycznie zajada się naleśnikami, żona gustuje w kawałku usmażonego i panierowanego mięsa z ziemniakami oraz dowolną surówką. Jest świeżo, jest smacznie, uczciwie, przyjemnie, i nie wyobrażam sobie tej okolicy bez Domowych obiadów. Ratujcie, pomagajcie, bo wielu podobnych miejsc we Wrocławiu już nie znajdziecie.

Byłbym zapomniał – na zdjęciach poniżej widzicie także jeden niepasujący element, a więc bliny z Kozackiej Chatki. Zarówno ja, jak i moja żona oraz młodzież jesteśmy od nich uzależnieni od lat. Wersja mięsna to cudownie cienki naleśnik wypchany na maksa mielonym, wyrazistym mięsem. Super rzecz. Super są także delikatesy w Kozackiej na Energetycznej – w lokalu znajdziecie dwie wielkie lodówki z głównie lokalnymi oraz własnym produktami.


Przy okazji, zerknijcie na kanał WPK na YouTube, który właśnie wystartował.

Kliknijcie subskrybuj, zobaczcie pierwsze filmy.


W pierwszej części wpisu mieliśmy opcję tradycyjną, drugą rozpoczynamy od streetfoodu. Przyznam, że moje pierwsze zetknięcie z KEBZem miało miejsce zaraz po ich otwarciu, natomiast później jakoś niespecjalnie było mi po drodze, aby ponownie zawitać na Nowowiejską. Przypomniałem sobie o ich istnieniu dzięki aplikacji Wolt, a dokładniej zakładce w pobliżu. Przebywając z dzieciakami na basenie na Śródmieściu, pokazało mi się kilka miejsc, w tym właśnie KEBZ. Pomyślałem sobie – czemu nie? Warto wspierać każdego.

Do gry wjechała tortilla duża z cielęciną (25 zł) oraz talerz z cielęciną i frytami (25 zł). Czy to najlepszy kebab we Wrocławiu? Nie podejmę się takiej oceny na podstawie zjedzonych potraw, ale KEBZ to przede wszystkim solidny comfortfood, aspirujący do miana czołowego streetfoodu w mieście. Klasycznie – dobrze spisują się dodatki, a więc warzywa świeże, smażone oraz zioła i ser. Samo mięso porządnie przypieczone, acz dość delikatne smakowo. Zawiedzeni na pewno nie będą miłośnicy dużej ilości kalorii, ponieważ porcje pokonują nawet największych głodomorów.

Swego czasu napisałem na swoim Instagramie z lekkim przymrużeniem oka, że rozważam zmianę nazwy z WPK na codziennie jedno zdjęcie kanapki z mortadelą. Kanapki z Gigi cukiernia oczywiście. Ta kanapka (12 zł) z chutneyem śliwkowym, mortadelą, sałatą i serem provolone należy do moich największych kulinarnych miłości. Jem ją właściwie kilka razy w tygodniu, potrafię podjechać z drugiego końca miasta. Ostatnio starałem się przekonać do niej moich synów, ale póki co wygrały jeszcze rogaliki. Zresztą, wypieki Gigi to złoto i uczciwie mogę to powiedzieć – przy całym szacunku i miłości do drożdżowych specjałów mojej babci, ekip a z Ferio Gaju robi to najlepiej. Te rogale, chałki czy buły drożdżowe pachną genialnie, są lekkie i pulchne, z doskonałą, chrupiącą kruszonką. Zazwyczaj zjadamy je jeszcze w aucie, jadąc do domu. Przy całej miłości do nich, na koniec raz jeszcze słówko o kanapce z mortadelą – cudo!

Na końcu ulicy Tęczowej znajduje się miejsce, do którego zawitałem premierowo podczas pierwszego, marcowego lockdownu. HALA – bistro monko. jest klimatycznym, otwartym na ludzi, mocno kawowym, ale i starającym się przebić do świadomości wrocławian również jedzeniem, miejscem. Pisałem Wam kilkukrotnie, że po prostu lubię to miejsce. Ma w sobie jakąś pozytywną energię, która bije mocno i podpowiada – chodź do nas. Lubię Halę monko, bo w normalnych czasach dobrze pracuje się tu z kompem, lubię monko za ich pozytywne podejście do social media. Drugi lockdown wymusił wprowadzenie nowych rozwiązań kulinarnych na Tęczowej, stąd moje zamówienie obejmowało kubełek pierogów ruskich, powracających do menu, a także bajgla z pastą jajeczną. Obie opcje bardzo przyjemne, pierogi z twarogowo-pieprznym wnętrzem, bajgiel napchany grubo ciachanym jajkiem, a na dokładkę jeszcze mielona na miejscu kawa do dripa. Życzę temu miejscu wiele dobrego.

Akcja #wspieramgastro to w moim odczucia także idealny moment, aby odkryć na nowo knajpki znajdujące się wokół komina. W moim wypadku to szansa na wspieranie zakrzowskich barów, a wielu ich nie ma. Mój ulubiony to zdecydowanie Zytomyr.bar, wcześniej Lviv i Zatorska 60. Nie wiem jakie są zależności właścicielskie z knajpce z Zatorskiej, ale niezależnie od nazwy, jest w dalszym ciągu uczciwie, a pierogi ruskie należą do najlepszych nie tylko na Psim Polu. Z kolei serniczki z sosem malinowym i śmietaną to wersja przeznaczona dla moich dzieci. Smażone słodkie placki twarożkowe sprawdzają się zawsze.


Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 7 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments