Elektrykiem na jedzenie – Culto, Dinette i Krasnolód


Moich dotychczasowych przygód związanych z rowerami nie da się zaliczyć do niekończącego się pasma sukcesów. Mówiąc wprost – z rowerami do tej pory było mi nie po drodze. Poczynając od źle dobranych maszyn, aż po wycieczki przez nadmorskie piaski z przyczepką wypełnioną dwoma synami, co zakończyło się kilkudniowymi zakwasami. Co innego jednak, kiedy rower posiada elektryczne wspomaganie i pedałowanie nie boli, jak zawsze. A jeśli w dodatku można nim przemieszczać się od restauracji do restauracji, to… sami rozumiecie. 

W poniedziałkowe popołudnie umówiłem się z wyjeżdżającą na dniach do Stanów siostrzenicą, aby spędzić razem trochę czasu. Auto zostało u mechanika, wybraliśmy więc dwa kółka, ale o tym później. Ważne co jedliśmy, a było bardzo owocnie i smacznie. Na początek wycieczki Dinette, które o tej porze roku zawsze imponuje kolorowymi daniami oraz gigantyczną ilością słońca wpadającego na wystawiony w stronę ulicy Świdnickiej ogródek.

DINETTE

Jak już napisałem wyżej, lato to jeden z tych okresów, w których uwielbiam jadać w Dinette, bo jak mało kto potrafią ze swoim menu wstrzelić się w sezon. Ceviche z krewetkami (31 zł) idealnie oddaje klimat upalnego momentu w roku. Cudne kolory, mocno zakwaszone leche de tigre, balansowane lekką słodyczą jeżyn. Kwas jest tak mocny, że momentami lekko wykrzywia, ale to właśnie to, co w ceviche lubię najbardziej. Cebula nadaje chrupkości i wraz z chili delikatnie podostrza odbiór lekko ściętych krewetek. Pyszne to i do powtarzania razy sto! Czyż istnieje bardziej sezonowy produkt, aniżeli bób? Dla mnie – totalnego bobożercy, na pewno nie. Spaghetti z bobem (39 zł), owczą ricottą, orzechami, melisą i skróką cytryny pysznie pieści podniebienie. Sos jest aksamitny, bób chrupiący, a cytrusowy posmak zostaje na długo w buzi. Super raz jeszcze.

KRASNOLÓD

Po takiej porcji kalorii wypadałoby zrobić kilka kilometrów, aby przygotować nieco miejsca na kolejną porcję dobroci. Nie można jednak zapomnieć, że warunkiem koniecznym do odpowiedniego ułożenia się jedzenia jest zjedzenie… deseru rzecz jasna. Skoro maszyny z Nextbike mieliśmy zaparkowane obok, wybraliśmy się kawałek dalej – na ulicę Włodkowica, aby zjeść to, co misie lubią najbardziej. Lody z KRASNOLÓDa są niezniszczalne, dają radochę i niezmiennie cieszą. Mango marakuja to klasyk nad klasyki, wchodzący już od lat do kanonu ulubionych smaków Polaków – przyjemnie orzeźwia, a jednocześnie niesie pewien ładunek słodyczy. W ananasie natomiast słodycz przebija przede wszystkim i dobrze komponuje się z kremową teksturą.

Dobra, ale skąd te rowery w całej opowieści? Tak się składa, że to właśnie we Wrocławiu, za sprawą Nextbike, rozpoczęła się przygoda z bike sharingiem w Polsce. Wrocław należy także do miast, w których mieszkańcy najchętniej korzystają z rowerów miejskich na minuty. Dlatego z okazji 10. urodzin firma Nextbike podstawiła do dyspozycji wrocławian 100 elektrycznych rowerów, dostępnych na terenie całego miasta. Miałem okazję być na evencie otwierającym tę nową przygodę z miejskimi rowerami we Wrocławiu. Po czasie postanowiłem sprawdzić jak działa to w rzeczywistości. I muszę przyznać, że choć wcześniej korzystałem już z miejskich rowerów, tak opcja elektrycznego wspierania jazdy zdecydowanie przemawia do mnie najbardziej. Nie żebym był leniuszkiem, ale zawsze to fajnie, kiedy nogi otrzymują delikatną pomoc. Jak to działa? Banalnie, to chyba najlepsze określenie. Wystarczy założyć aplikację, zweryfikować dane i można jechać. Sam proces wynajmowania zajmuje kilka sekund, a wielkim atutem rowerów jest ich zasięg, ponieważ dojechać można nawet na mój koniec świata na Zakrzowie.

CULTO

Przystanek kolejny – plac Kościuszki i miejsce wyjątkowe we Wrocławiu. CULTO niedawno obchodziło pierwsze urodziny swojej działalności, ale nie mogłem się na nich zjawić. Chętnie wpadłem kilka dni później, a powód był oczywisty – smażony ser. Smażony ser w dwóch odsłonach mianowicie. CULTO słynie z dość odważnych pozycji, czasami strasznych dla dietetyków, a co straszne dla dietetyków, to idealne dla mnie. Na pierwszy ogień – frytki ze smażonym serem, papryczkami pimentos de padron z grilla i domowym sosem tatarskim⁣. Woooaaa, dużo kalorii, ale w końcu można sobie pozwolić, przecież pokonaliśmy grube kilometry na rowerze. Opcja druga – brioszka z ogromnym kawałkiem smażonego sera, ostrawym majo chipotle i mizerią z ogróka małosolnego. Chrupie, piecze, ciągnie się, syci, daje szczęście po prostu. CULTO potrafi z foodporn i dobry smak.

Otoczenie zarówno w Dinette, jak i Krasnolódzie i CULTO sprzyja podróżowaniu rowerem. Z zaparkowaniem auta w tych okolicach bywa tak, że aby w końcu gdzieś stanąć, krążę dookoła przez kilkanaście minut. Rower zostawić można śmiało przy stolikach, bez obaw o wspomniane miejsca parkingowe, a co by nie mówić przejażdżka po obiadku pozwala jeszcze na zgubienie kilku pozyskanych kalorii.

Czy rower elektryczny na minuty to rozwiązanie idealne? Zależy czego oczekujecie do transportu dostępnego we Wrocławiu. Ja nie ukrywam, że należę do wielkich fanów przemieszczania się wszelkimi pojazdami z elektrycznym wspomaganiem. Pozwalają mi one na ekspresowe przemieszczenie się z punktu A do punktu B. Tak po prostu, bez zbędnej filozofii. Często bywa tak, że auto zostawiam gdzieś z dala od centrum, a jeżdżę właśnie choćby rowerami Nextbike.

Wpis powstał we współpracy z firmą Nextbike.
Total 4 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments