27.4 C
Wrocław
wtorek, 18 czerwca, 2024

Mai Lan, czyli ulubiony chińczyk we Wrocławiu

Niezrażony wpisem Asi na temat największych oszustw chińskich barów, wybrałem się z żoną do Mai Lan na ulicy Św. Wincentego. Niedzielne popołudnie mieliśmy spędzić Festiwalu Foodtrucków Wrocławscy Ulicożercy, ale nasz syn nie był do końca zdrowy, pogoda nie sprzyjała, woleliśmy więc nie ryzykować. Mai Lan znamy bardzo dobrze, ponieważ jedliśmy często w ich barze na ul. Hallera, a po otwarciu drugiego, przyjemniejszego lokalu, znajdującego się bliżej naszego miejsca zamieszkania, także na Św. Wincentego.

mai lan ii 8Lokal zdecydowanie przebija standardami przynajmniej 90% azjatyckich barów we Wrocławiu. Przestronny, minimalistyczny, ale z wygodnymi stołami i krzesłami, a przede wszystkim czysty. Obsługa niezmienna od otwarcia baru, porozumiewająca się właściwie bez słów.

W Mai Lan na Wincentego jadam stosunkowo często, ale jakoś nie zebrałem się wcześniej do napisania kolejnej relacji z tego miejsca. Przy okazji niedzielnego obiadu postanowiłem sprawdzić, czy aby standardy się nie pogorszyły.

Szybkie zerknięcie na niezmienne od początku, obszerne jak w każdym „chińczyku” menu.

mai lan 1Kartę znamy dość dobrze, więc niespecjalnie kombinujemy. Na przystawkę porcja sajgonek z surówką (6,50 zł) dla każdego, a jako dania główne – kurczak w cieście kokosowym (13 zł) dla żony i kurczak po indyjsku (13 zł) dla mnie.

mai lan 2 mai lan 3Sajgonki gotowe do odbioru są już po niespełna pięciu minutach. Trzy cienkie, ale przyjemnie chrupiące i szczelnie wypchane farszem sajgonki, smakują bardzo dobrze. Są wyraziste, proporcje mięsa do warzyw dobrane idealnie, a w połączeniu z ostrym sosem, który stoi w dzbanku na barze, doskonale nastrajają przed daniem głównym, pojawiającym się zanim jeszcze skończyliśmy przystawkę.

mai lan 4 mai lan 5Kurczak w cieście kokosowym – niemalże klasyka azjatyckich barów, nieco zamerykanizowana. Porcja ogromna, nie do przejedzenia, nawet dla sporego faceta. Idealnie chrupiąca panierka, soczysty, pocięty w paski kurczak i duża kupka ryżu. Jeśli lubicie drób w panierce, to ta pozycja na pewno wam posmakuje.

mai lan 6 mai lan 7

Takiego samego kurczaka w panierce znajduję także w swoim kurczaku po indyjsku. Surówka standardowa, z białej, słodkawej kapusty. Ryż stanowi jedynie dodatek, a główną rolę w daniu odgrywają różnorodne, ale pasujące do siebie smaki.

Kurczak w panierce, grzyby, cebula, fasolka, a wszystko to obtoczone w słodkim, ale także lekko ostrym, gęstym sosie. Pyszna pozycja, jedna z lepszych, jakie do tej pory miałem okazję jeść w Mai Lan.

Mai Lan, czy to na Hallera, czy na Św. Wincentego, smakuje za każdym razem bardzo dobrze. Nieważne, że to typowy „chińczyk”, może niewiele mający wspólnego z prawdziwym azjatyckim jedzeniem. Ważne, że dają tu dobre jedzenie w przystępnej cenie. Jakość w Mai Lan jest powtarzalna, jeszcze nigdy nie dostałem niesmacznego dania, a duży wpływ na pozytywną ocenę ma także szybkość działania. Od zamówienia do zjedzenia obiadu z przystawką potrzebuję zazwyczaj maksymalnie 20 minut.

ranking4

Bar Mai Lan

ul. Św. Wincentego 45

mailan.pl

 
Click to add a blog post for Mai-Lan on Zomato

Total 8 Votes
0

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

9 KOMENTARZE

  1. Dzień dobry, ja naprawdę potrafię wszystko zrozumieć, że to tylko Twoja subiektywna ocena jako ulubionego chińczyka, ale jak można zachwycać się warzywami z mrożonki które zawsze są rozgotowane?
    Osobiście polecam Saigon na Krakowskiej obok Biedronki, warzywa zawsze al dente i nie z mrożonki 😉

    Pozdrawiam

    • Wystarczy zerknąć na kuchnię, którą widać podczas zamawiania i zobaczyć, że warzywa są świeże, co chwile dokrajane. Fasolka pewnie jest z mrożonki, co nie dziwne, Reszta świeża.

  2. Komentarz chyba od konkurencji bo pierwsze slysze żeby tam byly warzywa z mrożonki. Jem tam od 2 lat i jeszcze sie z nimi nie spotkalam. Polecam bo jedzenie naprawde jest pyszne 🙂

  3. Olać czy mrożonka, czy nie. Chińska witamina, czyli glutaminian sodu, to jest to, czego należy się spodziewać u każdego „chińczyka”. I właśnie w opisywanym Mai Lan widziałem, jak Pan chińczyk wrzuca podczas smażenia pół chochelki tego gó….

    • Każdy kto tam idzie zdaje sobie z tego sprawę. Ja lubię raz na jakiś czas zjeść „chińczyka”. Jeśli ty nie, to nie musisz chodzić.

  4. Zasugerowana powyższym wpisem, w zeszłym tygodniu udałam się do lokalu przy Wincentego i od progu zwątpiłam, czy dobrze trafiłam – lokal przywitał nas smrodem i dymem palonego oleju oraz ogólnym nieładem. Zamiast menu dostaliśmy tłustą ulotkę, z której wybraliśmy sajgonki (niestety, okazało się, że tych nie ma tego dnia w ofercie), kurczaka w pięciu smakach i kurczaka z bambusem i grzybami na ostro. Otrzymaliśmy spore porcje, ale niewykraczające smakowo poza ogólnie pojęty knajpiany standard; do tego w daniu na ostro pikantności nie można było wyczuć wcale a wcale. Dodając do tego brudne i tłuste sztućce, brak pałeczek, odgłos wyścigów samochodowych emitowanych w TV i ogólnie pojętą atmosferę w lokalu, naprawdę nie mam pojęcia, czym Mai Lan zasłużył sobie na miano najlepszego (czy ulubionego).
    Ogromne rozczarowanie.

  5. byłam w Mai Lan na Suchej w zeszłą niedzielę zachęcona ich dobrymi opiniami tutaj. Niestety nie jestem zadowolona. Pomijając fakt, że pomylono nasze dania i dostaliśmy inne niż sobie życzyliśmy to dania były co najwyżej poprawne, nie zachwycały…Do tej pory najbardziej zachwycała mnie wietnamska budka, którą niestety zlikwidowano, przy placu Jana PAwła (obok, również zlikwidowanej, plackarni). Nie pamiętam jak nazywało się to miejsce ale jedzenie było pyszne..

  6. czy jest danie , które może pobić kurczaka po tajlandzku ? 😀
    dzisiaj skusiłem się na kurczaka w 5 ciu smakach – choć smaczny to wyżej wymienionemu nie dorównuje 😉

  7. Niegdyś świetna knajpa, dziś nieśmieszny żart.
    Jadłem tam latami znając smak dań już praktycznie na pamięć,
    potrafiłem wybaczyć pomylone zamówienia, błędy w zamówieniach, czasami bariery komunikacyjne, które generowały problemy.
    Wszystko da się zrozumieć.

    Jedyne czego pojąć nie mogę to jak to się stało, że z dnia na dzień format, smak, dodatki, wszystko – zmieniło się o 180 stopni.

    To nie jest tak, że jedzenie się pogorszyło. Aktualnie podają zupełnie inne dania niż kilka miesięcy wcześniej i to pod tym samym menu.

    Próbowałem, testowałem, ale niestety, brzydko ujmując – aktualnie podają gówno bez smaku, połowa dań smakuje identycznie, tj. jak trociny.

    Szkoda, bo wydałem tam sporo i chciałbym wydawać dalej, lecz niestety ani złotówki przeznaczyć nie zamierzam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły