Fit Buffet, czyli nadszedł kres multifoodów


Jakiś czas temu postanowiłem przetestować wszystkie wrocławskie multifoody, które w pewnym momencie osiągnęły sporą popularność w mieście, zarówno wśród studentów, jak i osób chcących zjeść coś innego niż standardowy fastfood. Jednak gastronomia w stolicy Dolnego Śląska przeszła w ciągu ostatnich 3 lat tak ogromną ewolucję, że bary z jedzeniem na wagę zostały daleko w tyle. Na pisanie o jakości jedzenia serwowanego w STP szkoda mi czasu, nieco lepiej jest w Bazylii, Marche czy Cynamonie, ale to dalej bliżej dolnych poziomów, niż wyższych. 

Z tym większym zdziwieniem przyjąłem informację, że na ulicy Wita Stwosza, w miejsce restauracji Piramida, powstaje Fit Buffet, czyli… multifood. Może nie całkowicie w miejsce Piramidy, a częściowo. Obecnie lokal podzielony jest na połowę. W jednej znajduje się bufet, w drugiej pomniejszona Piramida. Całość wygląda mocno kuriozalnie, obie części nie są od siebie oddzielone, przez co kontrast świeżych, grafitowo-drewnianych wnętrz multifoodu z brązowymi, zużytymi meblami Piramidy, jest ogromny.

IMG_0944 IMG_0943

Jak można wyczytać na fanpage’u baru, zjemy tu „zdrowo, smacznie i różnorodnie”. Powody moich odwiedzin w tym miejscu były dwa. Po pierwsze – oczywiście relacja, po drugie – rozwiązanie zagadki nazwy tego miejsca. Fit Buffet wskazywałby, że dania będą… fit.

Zachęca na pewno cena – 2,20 zł za 100 gram dowolnego jedzenia może sprawić, że studenci z pobliskiego Uniwersytetu mogą porzucić droższą Bazylię. Poza tym – wszystko jest takie, jak w innych multifoodach. Kociołek z zupą, długi bar, przy którym nakłada się wybrane przez siebie dania z bemarów, a na końcu sąd ostateczny – waga i kasa.

IMG_0934 IMG_0935 IMG_0936 IMG_0937 IMG_0938

Wybór przyzwoity, choć mniejszy od tego w innych multifoodach, ale to akurat chyba dobrze świadczy, bo dania krócej leżą w bemarach. Wybieram kilka dań w niewielkich ilościach, żeby móc spróbować więcej, nalewam zupę i podchodzę do kasy, przy której następuje pozytywne zaskoczenie. Za całość płacę 10,84 zł, czyli studenci nie powinni być zawiedzeni.

IMG_0939 IMG_0940 IMG_0941 IMG_0942

Na początek zupa ogórkowa, niezabielona, kwaśna, aczkolwiek nie jestem przekonany, że ugotowana na mięsnym wywarze. Sądząc po osadzie na miseczce, obstawiam kostki rosołowe.

Z pozostałych rzeczy na czoło wysuwa się pulpecik w sosie pomidorowym. Naprawdę smaczny, miękki i dobrze doprawiony. Zjadliwe jest też udko. Dobrze wypieczone, soczyste, ale zleżałe. Kompletnym nieporozumieniem okazał się kotlecik z filetem z kurczaka, warzywami oraz serem. Czy ktoś uważa, że to danie fit? Twardy i suchy jak podeszwa, bez przypraw.

Marchewkę z groszkiem uwielbiam od dzieciństwa, ale nie znoszę gdy ktoś masakruje ją kilogramami mąki. Zagęszczona w ten sposób wcale nie jest smaczna, i ta też nie była. No i na koniec klasyka – pierogi ruskie. Chyba każdy z nas uwielbia świeżo ulepione, wyjęte prosto z wody i polane świeżo usmażoną cebulką, gotowane pierogi. Te z Fit Buffetu są ich totalnym przeciwieństwem. Twarde, wysuszone i utaplane w litrach tłuszczu, w dodatku oblepione zimną cebulką.

Kto wpadł na ten szatański pomysł otwarcia takiej słabizny w tak dobrej lokalizacji, kto?! Przy wzrastającym z miesiąca na miesiąc poziomie wrocławskiej gastronomii, dla takich tworów jak Fit Buffet nie ma miejsca. I rozumiem, że to bar nastawiony pod konkretną klientelę, ale na boga – nie wciskajcie biednym studentom suchych pierogów, bo zwyczajnie nie wypada.

P.S.

Mała marketingowa podpowiedź dla właścicieli – jeśli nad wejściem dalej będzie wisiała nazwa Piramida, to potencjalni klienci na pewno nie znajdą Fit Buffetu.

ranking2

Fit Buffet

Wita Stwosza 12

facebook.com/Fit-Buffet

Total 14 Votes
9

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments