4.1 C
Wrocław
wtorek, 5 marca, 2024

Bar Misz Masz, czyli gdzie ten smak?

Moją miłość do barów z niedrogim jedzeniem pewnie już znacie. Odwiedzam co jakiś a to nowe, a to oddalone od centrum miasta miejscówki, które przynajmniej z założenia maja karmić tanio i domowo. Niestety nie zawsze za słowem tanio idzie jakość, choć na szczęście coraz więcej małych barów próbuje trzymać poziom. Jednym z takich miejsc, które stale polecacie mi komentarzach, jest bar Misz Masz, sąsiadujący blisko ze znanym wszystkim Misiem. Misz Masz zawsze wydawał mi się pozostawać nieco w cieniu. 

IMG_4795

Miejsce jest typowo studenckie, zewsząd uderzają w nas informacje na temat dostępnych promocji, zestawów za 9,90 zł z piwem gratis. Lista dostępnych potraw jest dość szeroka, ale większość z nich znajduje się w bemarach, do szybkiego podania. Są tradycyjnie pierogi, naleśniki, placki ziemniaczane z mrożonki, kilka zup, dania mięsne, niektóre nawet chyba w zamyśle orientalne, no i oczywiście sporo opcji warzywnych. Ceny rzeczywiście ustawione mocno pod studentów, jedynie nieznacznie wyższe od tych w barach mlecznych. 

Zamawiam dwie zupy – pieczarkową (3,50 zł) oraz pomidorową (3,50 zł), o tego naleśnika z serem (2,90 zł), pierogi ruskie (8,89 zł) i zestaw z filetem drobiowym w płatkach kukurydzianych (13,19 zł). Do obu zestawów otrzymuję napój w cenie.

IMG_4567 IMG_4791

Jedynym wyróżniającym się smakiem zupy pomidorowej jest kwaśny, pochodzący od przecieru pomidorowego. Zero przełamania, zero zagęszczenia, właściwie niejadalna. Smakowo coś świta w zupie pieczarkowej, choć wyglądem bardziej przypomina rosół z dodatkiem pokrojonych podsmażonych pieczarek. Jest jednak progres w porównaniu z pomidorową. Sporo warzyw, aromat grzybowy i dość tłusty wywar, choć bez dodatku glutaminianu podczas gotowania raczej się nie obeszło.

IMG_4569

Nie sądziłem, że kiedyś zdarzy mi się nie rozróżnić smaku kurczaka i ziemniaków. Gdyby nie tekstura, to mógłbym mieć problemy. To tak w formie żartu, ale kompletny brak przypraw, a do tego pewnie kilkanaście minut w bemarze zrobiło swoje. Typowo barowe danie, ale ciężkie do przełknięcia z powodu braku smaku, ale także gumowej struktury mięsa i suchych ziemniaków. Jeśli można mówić o ratunku dla tego zestawu, to takie próby podjęła surówka z białej kapusty. Świeża, chrupiąca i słodka.

IMG_4792

Naleśnik również swoje odstał, ale w tym wypadku ciężko mówić o dramacie. Gładki i słodki ser, chrupiący naleśnik posypany jeszcze cukrem pudrem. Tego nie da się zepsuć.

IMG_4793 IMG_4794

Na koniec pierogi ruskie, które o dziwo wypadły najlepiej. Niczego sobie porcja, składająca się z ośmiu sztuk. Ciasto tradycyjnie w tego typu barach zbyt grube, ale farsz znośny, pieprzny i ze sporą ilością twarogu. Całość posypana prażoną cebulką. Najbardziej studenckie danie ratuje trochę niezbyt pozytywny obraz tego miejsca.

Właściwie w 100% spełniły się moje oczekiwania względem baru Misz Masz. Dania przetrzymywane  w bemarach tracą już na starcie, z automatu, a jeśli jeszcze są niedoprawione, eliminują się same. Jakość przygotowywanych tu potraw do najwyższych nie należy i nie chodzi o to, że w Misiu czy Jacku i Agatce do produkcji dań używane są lepszej jakości składniki. Nie, tam jednak czuć ich smak, doprawienie. Nie warto działać na zasadzie – student i tak zje wszystko, byle tanio. Warto to zmieniać i zaproponować smaczne jedzenie, które choć trochę mogłoby przypominać domowe obiady. 

ranking2

Bar Misz Masz

Nożownicza 14/16

facebook.com/barmiszmasz
Bar Misz Masz Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Total 15 Votes
7

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

8 KOMENTARZE

  1. Zły dobór dań moim zdaniem.
    Misz-Masz nie jest typowym barem domowym i w żaden sposób nie należy wrzucać go do jednego worka z lokalami typu Miś czy Jacek i Agatka. Daniem, które robi tam największa furorę są bowiem zestawy z frytkami. Jako stały bywalec mogę oznajmić, że z samymi ziemniakami to tam sie je wyłącznie kurczaka w sosie śmietankowym.

    Aby docenić właściwiej to miejsce trzeba jednak spróbować czegoś innego niż menu misiowe. Dania z ryżem czy zestaw z piersią i szpinakiem zapiekaną serem na pewno pozostawiłyby na Panu lepsze wrażenia. Rozumiem, że oczekuje Pan uniwersalności od tego typu miejsc, ale naprawdę to zupełnie inny typ niż przybytki, do których Pan je porównuje.

    Ja tam zdecydowanie bardziej preferuję kuchnie Misz-Masza niż Misia i to nie ze względu na dodatkowe piwo i urocze Panie za ladą. Przy moich wyborach popartych znajomościom menu jest mi tam po prostu znacznie smaczniej, przyjemniej i w gruncie rzeczy ekonomiczniej. 🙂

    Pozdrawiam i dziękuję za bloga, który poszerzył moje horyzonty kulinarne,
    Zerc

    • Dzięki za opinię:)
      Natomiast nie do końca mogę zgodzić się ze stwierdzeniem – zły dobór dań:) Myślę, że wszystkie dania z oferty powinny być na równym poziomie.

  2. Ja zgadzam się z poprzednikiem, chodzę do Misz Maszu już od kilku lat i a mając Misia pod nosem, uważam, że jednak Misz Masz jest całkiem inną ligą, ceny są nieco wyższe, ale jedzenie jest również lepsze.
    Po pierwsze to zup w Misz Maszu się nie je, bo nie na zupy się tam idzie, zamiast schematu z Misia, wystarczyłoby spróbować któryś z zestawów z kurczakiem (szpinak albo ananas) do tego frytki albo ryż i surówka, oczywiście dania nie są może zbyt wyraziste, bo jakiś czas leżą w bemarze, ale i tak jest to chyba najlepsza opcja w tej lidze w okolicach WPAiE

  3. Odkryłam po którymś komentarzu niedawno przeczytanym Barnaba bar na Wygodnej, do którego mam stosunkowo blisko i muszę powiedzieć, że to najlepszy bar w jakim miałam przyjemność jeść. Jedzenie bez bemarów robione na gorąco i dania dnia, surówki i zupy są jak dla mnie zupełnie domowe.

  4. Jestem w Miszu stałym bywalcem. Surówki rewelacja. Polecam kurczak słodko ostry, żeberka po szanghajsku, zapiekane ryby, makaron z kurczakiem w sosie sojowym – uwielbiam. Mąż zawsze bierze gyros i piwko. Na frytki zawsze czekamy aby były świeżo wyciągnięte. Czasem też pytamy co niedawno wyjechało z kuchni, bo rzeczywiście inaczej smakuje jak dłużej poleży i jest ciepłe a nie gorące:-/

  5. Absolutnie zgadzam się z autorem artykułu. Największym plusem Misz Masza jest chyba to, że można dostać piwo gratis, ale na tym koniec. Wszystko właściwie smakuje tak samo, do tego niezbyt przyjemny widok gołębi chodzących po talerzach (na zewnątrz, w lecie). O wiele lepiej wybrać sąsiedniego misia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły