Pasibus – wpadek nie odnotowano


Swego czasu na prowadzonej przeze mnie grupie Gdzie dobrze zjeść we Wrocławiu, rozgorzała gorąca dyskusja na temat Pasibusa. Pasibusa, który od momentu debiutu na wrocławskim rynku streetfoodowym rozwija się nad wyraz poprawnie, otwiera kolejne lokale, następne są już w planach, a grono wiernych gości wydaje się powiększać z miesiąca na miesiąc. Sporo jednak zmieniło się w momencie otwarcia największego projektu pasibusowej ekipy, a więc Stacji Pasibus – lokalu znajdującego się tuż przy przejściu Świdnickim, gdzie właściwie od pierwszego dnia gnały tłumy głodnych wrocławian. Obserwując pobieżnie opinie na temat Pasibusa, zauważyłem, że start Stacji to cezura jeśli chodzi o postrzeganie całej – można już tak powiedzieć – niewielkiej sieci. Ilość negatywnych opinii zaczęła rosnąć wprost proporcjonalnie do długości kolejek w lokalu na Świdnickiej. Skąd się to wzięło?

Po pierwsze – istnieje możliwość, że jakość obsługi mogła nieco spaść, a to ze względu na bark zgrania, a także ilość zamówień, które przynajmniej na początku stanowiły na pewno zaskoczenie dla pracowników. Ja jednak mam trochę inną teorię, bo sam miałem okazję jeść w Stacji na samym początku i wielkich uchybień nie odnotowałem. Obstawiam, że negatywne opinie to efekt sporych oczekiwań względem jedzenia w Pasibusie. To normalna kolej rzeczy, poniekąd konsekwencja sukcesu – najpierw następuje efekt wow podczas pierwszego kontaktu z daną restauracją barem czy food truckiem, później kolejne wizyty, spore oczekiwania, ale wtedy brak już elementu zaskoczenia, wpływającego na pozytywny odbiór jedzenia w danym miejscu. Stawiam, że właśnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku Pasibusa, zresztą kilku innych miejsc również. Naturalnie nie wykluczam wpadek, bo te, przy takim przemiale są nieuniknione i zdarzają się na pewno, nie mam wątpliwości. Jednak te kilka lat prowadzenia bloga nauczyło mnie dużego dystansu do wpadek, staram się zrozumieć, że po drugiej stronie też stoją tylko ludzie, którzy mogą się pomylić. Dlatego też, kiedy w weekend wybraliśmy się na Pergolę, a po drodze napatoczył się Pasibus, postanowiliśmy spróbować czy jakoś ich burgerów faktycznie uległa pogorszeniu. 

Wracając jeszcze do dyskusji w grupie, kilkukrotnie zostałem oskarżony o nadmierne bronienie Pasibusa i jeszcze kilku miejsc, z którymi na pewno mam jakiś „układ”. Uwierzcie, śmieję się na samą myśl, bo gdyby tak płacono mi za te wszystkie pozytywne opinie, byłbym teraz naprawdę bogatym człowiekiem, jadającym u Amaro. Póki co jednak jadam we wrocławskich restauracjach i food truckach, a jednocześnie opisuję to bez żadnych nacisków, finansowych motywacji, po prostu subiektywnie. I rozumiem, że komuś może smakować co innego niż mnie, ktoś ma prawo powiedzieć, że ten i ten np. burger jest słaby, kiedy ja mówię, że jest dobry. Ale wymagam od każdej osoby wchodzącej w taki dialog jednego – uczciwego spojrzenia z dystansem oraz wypowiadania się wyzbytego negatywnych emocji spowodowanych np. koniecznością czekania na zamówienie 40 minut.

Do sedna. Wpadamy na Pergolę, słońce daje się we znaki, więc zamawiamy na szybko trzy burgery, siadamy przy zacienionym stoliku i czekamy na swoje jedzenie maksymalnie dziesięć minut. A że burgera jadłem ostatnio dawno temu, z wielką chęcią korzystam z okazji.

W moje ręce trafia tradycyjnie Gonzales (20 zł), obficie wypchany mięsem wołowym, nachosami, pastą curry, cheddarem i jalapeno, bo z rukoli zrezygnowałem. Pierwsza sprawa, która zawsze wpływa na pozytywny odbiór tych burgerów – bułka. Na pewno znajdująca się w TOP 3 najlepszych we Wrocławiu. Z sezamem, puszysta, a przy tym jednocześnie chrupiąca i idealnie wchłaniająca wypływające soki. Nie jest męcząca, a jej plastyczność pozwala odpowiednio wymodelować kształt w rękach.

Wrażenie robi też grubo mielone, czerwoniutkie i maksymalnie soczyste mięso. Swoją charakterystyczną, aromatyczną nutę wnosi poszatkowana pietruszka zmieszana z wołowiną, a całe zestawienie to połączenie wyrazitego mięsa i sosu, lekko ostrego jalapeno i chrupiących chipsów. Pierwsza myśl po zjedzeniu – cholera, te burgery są chyba jeszcze lepsze niż poprzednio.

IMG_0349

Poza Gonzalesem spróbowaliśmy jeszcze Włoskiego Pastucha (19 zł) z tak cudnie zgrillowanym, brązowym boczkiem standardowego klasyka z serem (17 zł). O mięsie już pisałem, bułce też, nie mam specjalnych wątpliwości – Pasibus to w dalszym ciągu burgerowa ekstraklasa. 

IMG_0350 IMG_0351

Jak pisałem wyżej – czasami zbyt wygórowane oczekiwania, możliwe, że przyczyniłem się także do nich swoimi pozytywnymi wpisami, potrafią zepsuć odbiór jedzenia. Ja trafiłem kolejny raz bardzo dobrze, zjedliśmy smaczne burgery pod chmurką, nie było problemów z oczekiwaniem. Nie zachęcam Was do odwiedzin w Pasibusie, nie mam w tym żadnego interesu, ale proszę, oceniajmy uczciwie, bez emocji, a jeśli coś Wam nie pasuje, to zgłoście to na miejscu – w lokalu, food trucku czy barze, a nie zostawiajcie jedynie jedynki na Facebooku, bo to do niczego nie prowadzi, a na pewno nie daje właścicielowi informacji zwrotnej, że dzieje się coś złego. Do rozwoju gastronomii przyczyniają się na równi – właściciele i goście. Ci drudzy swoją świadomością, umiejętnością kulturalnego zwrócenia uwagi i zdrowym dystansem. 

ranking5

Przy okazji, jeśli macie chwilkę, możecie mi pomóc w wygraniu konkursu Blog Day Wrocław na najlepszy wrocławski blog według internautów. Wystarczy W TYM MIEJSCU zagłosować na Wrocławskie Podróże Kulinarne. Z góry dzięki!

Pasibus

Wystawowa 1

facebook.com/Pasibus-Hala-Stulecia

Total 36 Votes
7

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments