#KoronaDelivery – tatar, krokiety i koreańskie burrito #26


Miało być coraz lepiej, a znajdujemy się właśnie w przededniu ponownego twardego – jakkolwiek go zwać – lockdownu w całej Polsce. Jedyne pocieszenie dla gastro? Że w jej położeniu niewiele się zmieni. Może jedynie na plus, ponieważ duża część klientów pozostanie w domu i może chętniej korzystać z usług delivery. My tymczasem ruszamy w 26. już podróż po wrocławskich restauracjach w trakcie koronawirusa. Smacznego!


#KoronaDelivery #1 | #KoronaDelivery #2 | #KoronaDelivery #3 | #KoronaDelivery #4 | #KoronaDelivery #5 | #KoronaDelivery #6 #KoronaDelivery #7 | #KoronaDelivery #8 | #KoronaDelivery #9 #KoronaDelivery #10 | #KoronaDelivery #11 | #KoronaDelivery #12 #KoronaDelivery #13 | #KoronaDelivery #14 | #KoronaDelivery #15 #KoronaDelivery #16 | #Korona Delivery #17 | #KoronaDelivery #18 | #KoronaDelivery #19 | #KoronaDelivery #20 | #KoronaDelivery #21 | #KoronaDelivery #22 | KoronaDelivery #23 | #KoronaDelivery 24 | #KoronaDelivery 25


Krokiety to jedno z tych dań znanych z domu, co do których mam największy sentyment. Uwielbiam krokiety pod każdą postacią, ale pojawia się tu jeden problem – niespecjalnie lubię je robić, bo i czasochłonna to zabawa. Dlatego też zwiedzam Wrocław wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu miejscówek serwujących te cudowne, chrupiące zawiniątka. I nagle, ni z tego, ni z owego, na Psich Budach, tuż obok Burger Ltd. zjawił się pan… Krokieter. Lokalik metr na dwa, kilka krokietów w sprzedaży każdego dnia, które można wziąć do ręki i zjeść po drodze lub w aucie. Świeże, chrupiące, domowe powiedziałbym. Takie klasyki – z mięsem, kapustą, ale i jakieś niespodzianki z brokułami. Kibicuję z całego serca, przyklaskuję i proszę o więcej. Idźcie, wspomagajcie, bo fajne to miejsce.

Akcja #WPKwspieraGastro podczas której razem z wrocławskimi restauracjami przygotowuję specjalne potrawy, trafiające następnie do menu dowozowego tych miejsc, ma się dobrze i cały czas pędzi do przodu. Tym razem odezwali się do mnie właściciele Chingu Korean BBQ, aby stworzyć coś razem. Po kilku dniach odezwali się, że mają nieco bardziej szalony pomysł, bo proponują zrobić potrójną kooperację razem z moim ukochanym El Gordito. W taki oto sposób powstał mariaż szaleństwa oraz dwóch kuchni – koreańskiej i meksykańskiej. Zgodnie z przewidywaniami wyszło świetnie. Ogromna ilość smaku, lekka ostrość mieszająca się z słodyczą, kwasowością i lekkością. Ostatecznie powstało koreańsko-meksykańskie burrito – jedno stałe w obu lokalach, a więc  zszarpaną wieprzowiną w paście gochujang, natomiast w każdym z lokali pojawia się jeszcze jedno burrito. W Chingu z ich popisowym bulgogi, w El Gordito z kurczakiem. Pasta z czarnej fasoli, kimchi, kolendra, ryż – to musiało zagrać. Próbujcie!

Zostajemy w klimacie akcji #WPKwspieraGastro. Pinta Wrocław po dłuższej przerwie wróciła do życia i działa na nowo, a że właściciele – Marek i Tomek napisali wiadomość z propozycją zrobienia wspólnego dania, pomogłem bardzo chętnie. Pomyśleliśmy trochę, zrobiliśmy próby i wyszło, że najlepiej do piwa i w dostawie sprawdzi się klasyk – buła z kurczakiem w panierce. Maślana bułka, do tego fryty, chrupiący panier, odświeżający coleslaw, mango, sos cytrusowy, a na dokładkę możliwość zabrania ze sobą piwa lanego wprost z kranu Pinty. Kranów jest kilkanaście, wybór spory, więc warto korzystać, bo i ceny w pandemii jakby lepsze.

Skoro przy piwie jesteśmy, to kilka słów o usłudze jakże niezbędnej w czasach zarazy, a więc możliwości zamawiania piwa przez internet. Kocham chodzić do sklepów stacjonarnych, ale należę także do fanów nowoczesnych technologii, więc czym prędzej wypróbowałem opcji sklepu z piwem IPiwo. Dostawa pod drzwi w jeden dzień to ogromny atut, ale równie dużym jest możliwość odebrania zamówienia we Wrocławiu, na Wyścigowej. Plusy? Właśnie szybkość dostawy. Drugi plus – szybko pojawiające się w ofercie nowości, których przynajmniej ja szukam dość mocno podczas zakupów.

Jak pewnie wiecie, czasami potrafię przejechać całe miasto, kiedy tylko zauważę na Facebooku którejś z restauracji coś interesującego. Tak właśnie było z CULTO, które w jeden z weekendów wrzuciło dwie intrygujące, foodpornowe, nakręcające wyobraźnię dania – żebro wołowe z frytami oraz tatara ze straciatellą. Dwa razy nie trzeba było mi mówić – pojechałem, zjadłem, dorzuciłem ze dwa kilogramy do standardowej wagi, ale warto było. Ogromna, absolutnie ogromna porcja mięciutkiego żebra z kością, no i ten tatar łączący się z kremowym serkiem. Serkiem, w którym jestem zakochany i jem kiedy tylko mogę.

Tatar wjechał też w siostrzanym Ragu, ale w tym przypadku zadziałał instynkt – jechałem autem i nagle mnie naszła chęć na zjedzenie tatara. Tak po prostu, bez zbędnego owijania w bawełnę – tatara, już! Przeczesałem aplikację Wolt w poszukiwaniu najbliższego tatara, a że znajdowałem się tuż przy Grunwaldzie, wyskoczyła dobrze znana i lubiana mi nazwa Ragu. Rach, ciach, ciach, zamówionko poszło, odbiór na miejscu. Szybka akcja, po dwudziestu minutach we własnej samochodowej restauracji cieszyłem żołądek surową wołowiną z suszonymi pomidorami i orzeszkami. Ale dobre, ale dobrze. Szkoda tylko, że nie na miejscu. Zupełnie przez przypadek do koszyka wpadło jeszcze mezzi rigatoni w sosie parmezanowym, więc raz jeszcze mogłem z automatu dopisać ze dwa kilogramy do ostatecznego rozrachunku na wadze.

Pojawiły się też niestety rozczarowania. Na Stawowej otwarto nowe azjatyckie miejsce o nazwie Twok. O ile staram się być wyrozumiały na pewne wpadki w okresie restauracyjnego lockdownu, tak zwyczajnie tutaj brakuje smaku. Na czym polega Twok? Wybiera się makaron, do niego dobiera sos i dodatki. Niestety smaki są płaskie, a najlepsze z całego zestawienia sajgonki. Pad thai nie zaznał sosu rybnego, a to nie je jedyna jego wada. Sorry, w 2021 roku ciężko walczyć na rynku z takimi smakami.

Ulica Kromera to moje dziecięce rejony, wspomnienia, ale i Czerwona Cebula, która na rogu z Galla Anonima wydaje się być od zawsze. Od zawsze pamiętam też, że mieli dobry smażony ser, a że smażony ser to słabość i miłość zarazem, nie omieszkałem wstąpić i zjeść oczywiście w aucie. Cena? Całe osiemnaście złotych za solidny kawał smażaka ze zdaje się lekkim wedzonym posmakiem oraz frytkami. Kalorie są, smak jest, ciągnący się ser jest! Wszystko na miejscu, cena niska, a wada tylko jedna – do domu go nie dowieziecie, chyba, że lubicie twardy kawał żółtego sera.

Oglądajcie ostatni wywiad na moim YouTube z ekipą OKAMI! I Zostawcie SUBA.

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 6 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments